Category: Playoffs


FINAŁY- ZACZYNAMY!

Tym razem przygotowaliśmy dla naszych czytelników niespodziankę, niczym promocję w supermarkecie- 2 w 1. Dwie bardzo ciekawe analizy nadchodzących Finałów NBA, pióra Andrzeja M. Banasia i Jakuba Serafin. Nasza oferta jest niepowtarzalna raz ze względu na wagę wydarzenia, o którym piszemy, a dwa że taka forma współpracy zdarza nam się bardzo, ale to bardzo rzadko (kto nas śledził na bieżąco przez te 3 miesiące  i 55 wpisów najlepiej o tym wie). Przyjemnej lektury i udanych Finałów NBA !

[AMB]

Na co komu Euro 2012, jak właśnie dzisiejszej nocy o 3:00 rozpoczynają się Finały NBA?

Gdybym miał więcej czasu, zacząłbym kolejny, przydługi wpis, opisujący drogę obu ekip do Finałów- ale a) mam jutro kolokwium, b) i tak nikt by tego nie przeczytał, [JS- bez przesady 😉 mamy wiernych czytelników, a tacy są najlepsi] c) specjalnym zaskoczeniem Ci finaliści nie są- większym szokiem byłoby starcie tych drużyn, które jako ostatnie odpadły z rywalizacji i przed tym sezonem raczej nikt nie dawał im szans na zajście tak daleko (Boston Celtics i San Antonio Spurs). Poza tym Finał Starej Gwardii byłby nie lada widowiskiem (statystyczny John Doe mógłby się nie zgodzić, ale jeżeli on uważa Spurs z Tonym Parkerem i Manu Ginobilim za nudną drużynę, to jemu już nic nie pomoże).

Bez zbędnych ceregieli, kibicuję Thunder i wierzę, że oni wygrają- mają po prostu więcej talentu- drużyna nie kończy się na Kevinie Durancie i Russellu Westbrooku: mają świetnych defensorów Kendricka Perkinsa, Serge’a Ibakę, Thabo Sefoloshę, „walczaka” i ulubieńca publiczności (pamiętajcego jeszcze czasy Seattle Supersonics) Nicka Collisona; James Harden w pojedynkę jest jakieś szacunkowo 182736 razy lepszy od tych graczy, którzy grzeją ławę w Miami…

Niemniej jednak istnieje nie jedno, ale dwa „ale”- Lebron James i Dwyane Wade… Jeśli tej dwójce uda się wejść na najwyższe obroty, dostaną solidne wsparcie od Chrisa Bosha (który w ostatnim meczu, przeciwko Celtics, odkrył w sobie strzelca dystansowego) i reszta drużyny nie będzie wchodzić w drogę… Coż, nie przez przypadek Miami doszło do Finału drugi raz z rzędu, więc nie będzie zaskoczeniem, jeżeli wyjdą z tego pojedynku zwycięsko- jak wygrają trudno, będę cieszył się za Shane’a Battiera/Battle–  przez swoją ponad-dziesięcioletnią karierę nie miał jeszcze okazji nawet zagrać w Finałach, więc po stronie Miami, trzymam kciuki za tego byłego gracza Houston Rockets!

Ech, wyszło dluższe, niż planowałem… a jutro (technicznie to już dziś) oblewam kolokwium! Yay! Jeszcze bym się rozpisywał, że oprócz walki świetnych zespołów (załóżmy, że Miami Heat to zespół) będzie to starcie dwóch różnych koncepcji budowy drużyn (przez mądre decyzję, dużo szczęścia i kupę włożonego czasu i wysiłku -OKC, po szybkie podpisanie 3 gwiazdorów i rozpętanie medialnej burzy wokół zespołu- Miami), ale czas pędzi nieubłaganie, dlatego teraz kierujemy się nad Staw Płaszowski, gdzie z relacją czeka już na nas Jakub Serafin!

[JS]

Stało się, nadszedł czas na który czekali wszyscy kibice koszykówki. Już za niecałe 4 godziny do decydującego pojedynku o największe laury staną: zwycięzcy Konferencji Wschodniej Miami Heat oraz zwycięzcy Konferencji Zachodniej Oklahoma City Thunder. Każda z tych drużyn ma przed sobą tylko jeden cel- ZWYCIĘSTWO !  Jak to w sporcie bywać zwyciezca może być tylko jeden, tylko on zostanie zapamiętany i zapisany na kartach historii. Przegranego pokryje kurz zapomnienia (nie licząc hejterskich memów- LBJ nie masz pierścienia 😛).
Jak przedstawiają się szanse obydwóch ekip na wygranie Finałów i co może okazać się decydującym kluczem do odniesienia zwycięstwa, postaram się przedstawić niżej.
Czy ktoś pamięta to zdjęcie 😉 ?! Let’s GO AMERYKANKI CISOWIANKA 😀

MIAMI HEAT :

1) Lebron James- wiadomo LBJ nie jest już samotnym Kawalerzystą, ale mimo wszystko bardzo dużo będzie zależało od jego postawy i dyspozycji na parkiecie. Może się okazać, że D. Wade i Bosh nie wspominając o innych (ciekawe dlaczego) nie będą w stanie przejąć odpowiedzialności za losy poszczególnych spotkań, wtedy to ciężar gry na swoje barki będzie musiał wziąć właśnie MVP sezonu regularnego. Na pewno czekają nas bardzo ciekawe pojedynki strzeleckie James-Durant, panowie będą starali sobie udowodnić, który z nich jest lepszy i bardziej zasługuje na tytuł. Pytaniem jest to jak na Jamesa wpłynie taka presja czy jest już gotowy aby sprostać postawionemu sobie celowi (w NBA cel jest tylko jeden !) ?!
2) Poniekąd wspomniałem o tym wyżej, a mianowicie czy LBJ będzie miał odpowiednie wsparcie od dwóch pozostałych członków „Wielkiej Trójki” ? Chris Bosh powrócił  w meczu nr 5 zwycięskiej serii w Bostonie i pokazał jak dużą różnicę potrafi zrobić przebywając na parkiecie. Wade natomiast będzie musiał udzielić wsparcia Jamesowi w zdobywaniu punktów oraz rozbijaniu ataków Thunder (kontrataki zabójcza broń Heat w serii ?!) .
3) Czy któryś z rezerwowych Heat może stać się x-factorem, który niespodziewanie przeważy szale zwycięstwa ? Udonis Haslem walczący na deskach albo Shane Battier powstrzymujący Duranta ?!
4) Wydaję mi się, że tegoroczny wynik może zadecydować o tym czy w składzie Miami Heat pozostanie „Wielka Trójka” oraz jej trener, a taka wizja przyszłości może być motywująca dla zawodników z South Beach…

OKLAHOMA CITY THUNDER :

1) Podobnie jak Miami, również Thunder mają swojego oczywistego lidera, którym jest Kevin Durant („król strzelców” 3 ostatnich sezonów). To na nim przede wszystkim będzie spoczywać obowiązek zdobywania punktów bądź też pochłania uwagi obrońców przez co jego koledzy będą mieć więcej miejsca w ataku. Także od strony defensywnej kibiców czeka nie lada gratka, ponieważ pojedynki KD- LBJ będą z pewnością najciekawszą z bezpośrednich rywalizacji na parkiecie.
2) Big Mans Thunder, czyli Serge Ibaka oraz Kendrick Perkins- bardzo dużo zależy od tego czy uda im się zamknąć wejście pod kosz zawodnikom Heat i zacieśnić pole trzech sekund. Jak to mówią klasycy- punkty wygrywają mecz, a obrona wygrywa mistrzostwo.
3) Brodacz James Harden pokazał, że często od jego dobrej postawy zależy sukces całej ekipy. Harden uwielbia grać po zasłonach, a ten element nie jest najmocniejszą stroną obrony Miami. Poza tym kto chciałby się przepychać w obronie z szorstkim brodaczem.
4) Pisząc o OKC nie można zapomnieć o drugim liderze zespołu oraz twarzy naszego bloga Russellu „Why Not” Westbrooku, który będzie kreował akcje dla Duranta oraz w odpowiednich monetach sam będzie zdobywał punkty. Interesująco wyglądać będzie gra w obronie Thabo Sefolosha, który będzie odpowiedzialny za krycie Wade, a kto wie może Szwajcar znowu płyśnie po drugiej stronie parkietu i zdobędzie więcej niż  5 pkt (19 pkt w meczu nr 3 z San Antonio).

Mój typ:
Seria będzie arcyciekawa, zapewne jej rozstrzygnięcie nie nastąpi zbyt szybko, liczę, że czeka nas 7* wielkich bitew zakończonych zwycięstwem Oklahoma City Thunder (OKC 4-3 MIA) !
* Zapraszam na 7 mecz ;), w przerwach reklamowych będziemy powtarzać na egzaminy 😉 !

[AMB]

A jak Wy typujecie, drodzy czytelnicy i czytelniczki? Wypowiedzcie się w ankiecie poniżej!

Reklamy

To już jest koniec?

5 lat temu. Lipiec 2007 roku. Do Boston Celtics, którzy ówcześnie nie mieli nic wspólnego z legendarnymi ekipami prowadzonymi przez Billa Russella czy Larry’ego Birda, dołączyli Kevin Garnett i Ray Allen. Razem z Paulem Piercem, będącym Celtem od draftu 1998, stworzyli „Wielką Trójkę”, która bardzo szybko zapisały się w annałach NBA- w sezonie 2007/2008 wygrywając 66 z 82 meczy (o 42 więcej niż w rozgrywkach wcześniejszych) i doprowadzając najbardziej utytułowaną drużynę w historii ligi do zdobycia swojego 17. w historii mistrzostwa z… Los Angeles Lakers, swoim rywalem nr. 1, jeszcze wcześniej powstrzymując Cleveland Cavaliers i Lebrona Jamesa, którego ścieżki jeszcze wiele razy miały skrzyżować się z tymi Celtów.

Jednak kolejne sezony były dla nich mniej różowe (zielone?)- w sezonie 2008/2009 plany na obronę tytułu znacznie spadły wraz z kontuzją ówczesnego Obrońcy Roku, Kevina Garnetta- Celtowie zostali wyeliminowani przez Orlando Magic[JS-tym samym Marcin Gortrat został pierwszym Polakiem w Finałach NBA], którzy zajęli ich miejsce w Finale NBA (jednak nie sprawili większych trudności LA Lakers, przegrywając serię 4-1 i zapewniając Kobemu Bryantowi czwarty mistrzowski tytuł).

Rok później, Celtics wrócili do gry- mimo jako takiego sezonu regularnego (4. miejsce w Konferencji Wschodniej), poradzili sobie z Miami Heat [4-1] i Cleveland Cavaliers [4-2](być może ostatecznie wpływając na „Decyzję” Lebrona Jamesa) oraz Orlando Magic. W Finałach czekali już na nich starzy znajomi- Los Angeles Lakers, którzy ostatecznie zemścili się za Finały 2008 (i mecz 6. tamtej serii, w którym Lakersi zostali rozgromieni 39 punktami!). Może przemawia przeze mnie fakt, że w tamtej serii byłem za „Zielonymi”, ale gdyby nie kilka spornych gwizdków[JS- oraz nieobecność Kendricka Perkinsa spowodowana kontuzją pod koniec meczu nr 6], rywalizacja ta (bardzo zacięta- całe 7 meczy, walka do ostatnich minut, dobijający rzut Rona Artesta, który po zdobyciu mistrzostwa zbzikował kompletnie) mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej…

W playoffach 2010-2011 padli ofiarą Miami Heat- tworu, do którego sami się przyczynili (zarówno uprzykrzając życie Lebronowi Jamesowi w poprzednich latach, jak i przez samą koncepcję Wielkiej Trójki, której własną wersję stworzyli James, Dwyane Wade i Chris Bosh). LBJ w końcu miał swoje pięć minut chwały przeciwko Celtics, a podstarzałą ekipę Bostonu wielu skreśliło po porażce 4-1…

O jeden sezon za wcześnie, moi drodzy.

Przyznaję, nie spodziewałem się tego- owszem, z takimi wojownikami jak Kevin Garnett, Paul Pierce czy Rajon Rondo nigdy nie można powiedzieć definitywnie  „Nie”– jednak nie przypuszczałem, że Boston po raz kolejny zagości w Finałach Konferencji- tym bardziej po pierwszych dwóch meczach serii; zapowiadało się na powtórkę z roku poprzedniego i drugiej w historii „masakry” w Bostonie. Ku mojej uciesze Boston wygrał 2 kolejne mecze we własnej hali, wydzierając również mecz nr. 5 w American Airlines Arena (dzięki trójce Paula Pierce’a, na którym w kryzysowych momentach polegać można, jak na Zawiszy)- nawet „dobra robota, dobry wysiłek” Lebrona Jamesa i Dwyane’a Wade’a nie pomogły! Dopiero w kolejnym meczu, zagoniony pod ścianę LBJ pokazał, dlaczego jest trzykrotnym laureatem nagrody dla Najbardziej Wartościowego Zawodnika NBA- 45 punktów, 15 zbiórek i 5 asyst w druzgocącym zwycięstwie Miami 98-79.

Dla samego Bostonu, w takim składzie, to już (najprawdopodobniej) „ostatni taniec”- pomijając już to, że czas pędzi nieubłagalnie i kontuzje zbierają swoje żniwo, drużynę mogą opuścić Ray Allen i Kevin Garnett, a generalny menadżer Danny Ainge pewnie rozpocznie proces przebudowy drużyny wokół Rajona Rondo…

Obawiam się, że dzisiejszy mecz zdominowany zostanie przez jednego „zawodnika”- nie, nie będzie to wspominany już wielokrotnie James, tylko Joey Crawford– tym bardziej, że David Stern na pewno marzy już o rywalizacji Lebron vs. Kevin Durant w Finałach NBA.

Dlatego tutaj, na WNB, nie znajdziecie dzisiaj czegoś, co nazywa się „obiektywizmem dziennikarskim”- od 2:30 w nocy, serca naszych blogerów bić będą na zielono.

JS – Ja też podkreślę swoją dziennikarską rzetelność oraz obiektywizm… GO CELTICS !!!

Zapowiedź Finałów Konferencji!

Jak mogliście wyczytać z naszego profilu na facebooku lub na naszym twitterze, Boston Celtics zwyciężyli dzisiaj w meczu z Philadelphią 76ers 75-85 i tym samym pozostały nam cztery ekipy, które walczyć będą o najwyższe laury NBA:

Kto zdobędzie Dziki Zachód, czyli WCF2012: Oklahoma City Thunder vs. San Antonio Spurs

 Nie można nie lubić ekipy Grzmotów z Oklahomy- „team” zbudowany od podstaw, przez mądre decyzje w drafcie, ze zgrają młodych i utalentowanych graczy (Kevin Durant, Russell, James Harden, „Serge Ibaka Shot Blocka Boom Shakalaka!„[©KyleMontgomery]), kroczek po kroczku przejmujący stery w NBA- pokonali już dwie z drużyn, które wyeliminowały je z gry w playoffach w 2010(LA Lakers) i 2011 roku(Dallas Mavericks); teraz czeka na nie trzecia drużyna ze „Starej Gwardii” National Basketball Association- San Antonio Spurs… i tu już może nie być tak głado- 36-letni Tim Duncan przeżywa w tych playoffach renesans formy, Tony Parker gra w swoim stylu, a i armia graczy zadaniowych daje drużynie tyle, że nawet Manu Ginobili nie musi grać na 100%. Ponadto, na przestrzeni ostatnich 2 sezonów Ostrogi z Teksasu wygrały 5 z 6 spotkań i – więc będę obstawał przy tym, że seria będzie jednostronna, a dla Panów z Oklahomy specjalna melodia- taka, którą Armia Meksykańska grała obrońcom Alamo w 1836 (taka informacja, jakby ktoś się uczył historii USA). TYP: 4-0! Pierwszy mecz- już dzisiaj, o 2 w nocy!

„Znów się spotykamy…”- czyli Boston Celtics kontra Lebro… Miami Heat walczą o prymat na Wschodzie

Dla przypomnienia: rok temu Miami zapewniło Bostonowi pogrom 4-1, a Lebron James pokonał swój najgorszy koszmar, jakim od lata 2007 roku była dla niego drużyna Celtów- notabene, pokonał ich niejako ich własną bronią, tworząc człon nowej „Wielkiej Trójki” (Lebron, Dwyane Wade i Chris Bosh; oryginalna, celtycka trójka: Ray Allen, Kevin Garnett i Paul Pierce). Tylko tym razem może być ciężej: co prawda C’s mają problem z kontuzjami (Ray Allen, Paul Pierce, Avery Bradley), jednak to Miami stracili Chrisa Bosha, który mimo całej krytyki jaka na niego spada (LIKE A BOSH!– dzisiaj jesteśmy bardzo muzyczni na tym blogu;)), nadal jest jednym z lepszych skrzydłowych w konferencji i LBJ i D-Wade mogą mieć problemy z rywalizacją z drużyną Doca Riversa- znacznie bardziej doświadczeni i mających większe gwiazdy (m. in. show-offa Rajona Rondo, który najlepsze spotkania rozgrywa wtedy, kiedy są transmitowane przez ogólnodostępną TV w Stanach- ciekawa korelacja, nie ma co) niż Indiana Pacers, którzy już napędzili Heat stracha…

TYP:

Previously on „NBA”:

-I runda playoffów zakończona! A w niej: broniący tytułu Dallas Mavericks odesłani z kwitkiem przez Oklahoma City Thunder (bilans 0-4); San Antonio wysyła na wczesne wakacje Utah Jazz(4-0); dwie ekipy z Los Angeles wygrywają swoje serie w siódmych, ostatnich meczach (LA Clippers vs Memphis Grizzlies 4-3; LA Lakers vs Denver Nuggets 4-3);

-Konferencja Wschodnia: najlepsi w sezonie zasadniczym Chicago Bulls, pozbawieni kluczowych graczy, odpadają w walce z Philadelphia 76ers(2-4); Miami Heat pokazują Nowemu Jorkowi, że płacenie łącznie ponad 36 milionów za Carmelo Anthony’ego i Amar’ego Stoudemire’a to nie jest wcale taki mądry pomysł(4-1 dla Miami); najbardziej przepłacony obecnie gracz NBA, Joe Johnson, żegna się z tymi rozgrywkami po tym, jak Boston Celtics odsyłają jego Atlanta Hawks „na ryby”(4-2); Orlando Magic z kolei przegrywają serię z Indiana Pacers 1-4 i czekają na trzęsienie ziemi, jakiego możemy się spodziewać w Środkowej Florydzie tego lata.


A teraz przechodzimy do bardziej „świeżych” wiadomości:

Druga runda: Los Angeles Lakers męczą się z Grzmotami z Oklahoma City (2-0), a ich „bracia mniejsi” LA Clippers dostają lekcję pokory od San Antonio Spurs (2-0, a pewnych dwóch trzech „profesjonalnych dziennikarzy sportowych” obstawia na sweep, czyli zwycięstwo SAS 4-0)!

W międzyczasie, Miami Heat z show pt. „Dwóch i Pół”, przekształcili się w „Tylko nas dwoje” i o ile Dwyane Wade i Lebron James nie otrzymają wsparcia od kolegów, to czeka ich szybszy urlop, a Indiana Pacers  walczyć będzie o mistrzostwo Konferencji Wschodniej z Boston Celtics (ktoś w ogóle wierzy w 76ers z Philadelphii? Aktualnie Bos vs Phi: 2-1)

– Lebron James po raz 3. w swojej karierze otrzymał nagrodę dla najlepszego gracza sezonu (Most Valuable Player). Prywatnie całe nasze gremium redaktorskie za LBJem nie przepada, ale cóż- konkurencji wielkiej nie miał-pomijając fakt znacznie lepszych „numerków” od kogokolwiek innego, wielu z jego rywali miało problemy z kontuzjami (ubiegłoroczny zwycięzca Derrick Rose, dotąd niemal niezniszczalny Dwight Howard czy lider Minnesota Timberwolves Kevin Love) albo lepsze wsparcie od kolegów z zespołu, np. Kevin Durant (Serge Ibaka, jeden z najlepszych obrońców w lidze; James Harden, najlepszy rezerwowy w lidze( o czym zapomniałem szerzej wspomnieć- ale ta statuetka dla Hardena to już niemal od stycznia była oczywistością– przez cały sezon był 3. najlepszym graczem na swojej pozycji w lidze)  i Russell Westbrook, czyli… najlepszy sidekick w lidze)

-Nagroda dla najlepszego debiutanta (Rookie of the Year) przypadła w udziale Kyrie Irvingowi (notabene, ostatnim graczem Cleveland Cavaliers, który odbierał tą statuetkę, był nie kto inny, ale Lebron James w roku 2004). 20-letni Australijczyk/Amerykanin na początku sezonu utrzymywał Cavaliers w czołowej ósemce Konferencji Wschodniej i o mały włos nie dostał nominacji na Mecz Gwiazd w Orlando (tylko trzeba było wyróżnić Joe Johsona i jego niemal 120-milionowy kontrakt…. nie, tutaj nie ma żadnej literówki- „JoJo”, gwiazda kategorii „B”, dostanie przez 6 lat gry w kosza sto dziewiętnaście milionów dolarów). Fani w Ohio powoli starają się zapomnieć o pewnym jegomościu, co to przez 7 lat grał z nr. 23 w Quicken Loans Arena, a potem porzucił ich dla Południowej Florydy i aligatorów oraz bagien, w jakie ona obfituje.

-Larry Bird z kolei otrzymał tytuł najlepszego Generalnego Menadżera za sukces, jaki poczynili Indiana Pacers (z 8. miejsca Konferencji Zachodniej w 2011 na trzecie w 2012 roku i być może pierwszy od 12 lat awans do Półfinałów). „Najlepszy Biały w Historii NBA” jest pierwszym człowiekiem w historii, któremu udało się być równocześnie najlepszym graczem(trzykrotnie, lata 1984-86), najlepszym trenerem (1998) i najlepszym menadżerem NBA…  Na zakończenie oddaje głos Earvinowi Johnsonowi:

                                         “Larry, you only told me one lie. You said there will be another Larry Bird. Larry, there will never, ever be another Larry Bird.”

NBA Fastbreak XIII

Na przekór rzekomemu pechowi, związanego z numerkiem trzynastym, zaczynamy fastbreaka od wiadomości o dwóch szczęśliwcach, którzy jako pierwsi zostali wyróżnieni za pracę, jakiej dokonali w przeciągu ostatnich czterech miesięcy.

Na pierwszy ogień (pun intended) poszedł „generał” Gregg Popovich- laureat nagrody dla Najlepszego Trenera Sezonu. O ile jego zawodnicy nie złapią teraz jakichś kontuzji (które, niestety, mnożą się na pęczki, wykluczając z gry Derricka Rose’a, Imana Shumperta, Josha Smitha, czy Amar’e Stoudemire’a, o którym za chwilę więcej), to San Antonio Spurs WYGRAJĄ MISTRZOSTWO NBA [JS- WOW, trzeba przyznać, że to odważna deklaracja], a szkoleniowiec z serbsko-chorwackimi korzeniami dołączy kolejny, piąty już mistrzowski pierścień do swojej kolekcji (i, mimo że brody a’la Matt Bonner już nie hoduję i fanem SAS nie jestem, skłonny jestem bronić tej tezy na ubitej ziemi)[JS- przecież jesteście jak dwie krople whisky].

Na obrazku u góry widzimy jak NYK angażują w swoje szeregi Tysona Chandlera, mistrza NBA 2011 z Dallas Mavericks.

[PÓŁ ROKU PÓŹNIEJ]

Tysonowi Chandlerowi, „koledze ze Stambułu” (jeśli dorobię się kiedyś wnuków, będę im mówił, „jak to Chandler i Kevin Love machali do dziadka po zdobyciu mistrzostwa…”)[JS- najpierw trzeba się dorobić dzieci, a potem one zajmą się wnukami :P], przypadł w udziale tytuł Obrońcy Roku za to, jak przeistoczył nowojorskich Knickerbockers w jedną z lepiej broniących drużyn w Lidze. Tyson podsumował to lepiej, niż ktokolwiek inny: „Gdyby nie kiepska obrona moich kolegów z zespołu, nigdy nie wygrałbym tej nagrody”. I jak tu gościa nie lubić…

Zostajemy na Manhattanie- obiecałem przecież słów kilka o Amar’e…  

Po drugiej porażce z Miami Heat na ich terenie, ze złości uderzył on w szybkę od gaśnicy, jaka znajdowała się na terenie American Airlines Arena[JS- schowajcie przede mną wszystkie gaśnice z SWFiS UJ ;D]. Ałł. Wiem coś o bliskich kontaktach z rozbitymi szybami, więc zamiast wyśmiewać się z kapitana Knicks(„Amar’e chciał pokonać Żar, więc sięgał po gaśnicę” i temu podobne żarciki), współczuję mu- tym bardziej, że po kontuzjach jego, Jeremy’ego Lina i Imana Shumperta, i tak małe szanse na powstrzymanie Lebrona Jamesa i jego dworu spadły do zera.

Teraz przejdźmy do tego, jak prezentują się rywalizacje między drużynami w pierwszej rundzie po niespełna tygodniu playoffów:

– Jako że całą notkę zacząłem od Ostróg z San Antonio, również tutaj udzielę im pierwszeństwa: drugi mecz z rzędu pokonali Utah Jazz 114-83. Na dwa ostatnie mecz rywalizacji przenosimy się do Salt Lake City, i zastanawiamy, z kim zmierzą się Spurs w kolejnej rundzie.

– Osobiście liczę, że będą to Memphis Grizzlies, którzy dziś w nocy pokonali Los Angeles Clippers 105-98 i wyrównali stan rywalizacji na 1-1. Kolejne 2 spotkania spędzą jednak na terenie wroga, Staples Center, gdzie o zwycięstwo może być trudniej… Mecz 3.- Sobota, godz. 22:30.

– Ostatnimi reprezentantami Dywizji Południowo-zachodniej w tegorocznych playoffs są Dallas Mavericks, którzy dzisiaj (o bardzo atrakcyjnej dla polskiego kibica godzinie 3:30) praktycznie mają „mecz o wszystko”- co prawda rywalizacja toczy się do 4 zwycięstw, jednak nigdy nie triumfowała drużyna, która przegrała pierwsze trzy spotkania.

– Indiana Pacers, być może moja nowa ulubiona drużyna od przyszłego sezonu, gładko pokonali Orlando Magic 97-74. W przyszłej rundzie czekają na nich Miami Heat, którzy obecnie katują Carmelo Anthony’ego i New York Knicks(2-0)- jeśli ktoś lubi oglądać jednostronne spotkania, zapraszam do stacji TNT/ Madison Square Garden, na godzinę 7 PM czasu wschodniego (1 w nocy u nas, nad Wisłą).

– Z kolei Los Angeles Lakers w piątek (technicznie rzecz biorąc, w Polsce to już jest niemal sobotni poranek, bo mecz trwać będzie od ok. 4:30 do 7-15) gościć będą w Pepsi Arena, na trzecie spotkanie z Denver Nuggets. Zastanawia mnie, co tym razem zrobi Andrew Bynum- w pierwszym meczu wyrównał rekord NBA, jeśli chodzi o liczbę bloków w playoffach (10, tyle samo co niegdyś Hakeem Olajuwon i Mark Eaton), w drugim natomiast wyśrubował swój osobisty rekord zdobytych punktów w meczu posezonowym na 27… Kobe na pewno znów będzie nie do zatrzymania, a Pau Gasol ostatnio przypomina sobie młodość, kiedy zaczynał przygodę z koszykówką jako rozgrywający[JS- dlatego ja po cichu liczę na Lakers].

– Również w piątkową noc czekają nas starcia między Philadelphią 76ers a Chicago Bulls (2 w nocy, obecny stan rywalizacji: 1-1) i Boston Celtics kontra Atlanta Hawks(start: 1:30, obie drużyny mają jak na razie po jednym zwycięstwie). Nie ma co ukrywać, że po kontuzji Derricka Rose’a Chicago z miejsca straciło miejsce wśród poważnych pretendentów do mistrzostwa, a Miami Heat mają teraz niemal zapewnioną drogę do Finałów NBA (chciałbym się mylić, uwierzcie…)[JS-dziwi mnie słaba postawa, niektórych zawodników Bulls, mimo wszystko wciąż wierzę, że dojdą do finałów…konferencji. Scottie Pippen, przed meczem nr 2 napisał płomienny list do zawodników i kibiców Bulls żeby Ci nie tracili wiary i dalej kroczyli ku postawionym przed sezonem celem]. Z kolei Celtics, oprócz powrotu Rajona Rondo, który został zawieszony na jedno spotkanie za dotknięcie „Świętej Krowy NBA”, grają u siebie w Boston Garden- więc Hawks czego niezbyt ciepłe powitanie w dżungli.


It’s Playoffs time !

Zacznę refleksyjnie- pomyślcie, ile to już czasu minęło od rozpoczęcia skróconego sezonu regularnego do dzisiaj. Postarajcie sobie przypomnieć, ile ulotnych chwil przeżyliśmy przez te ponad 4 miesiące. W szczególności wróćmy pamięcią do niesamowitych wydarzeń związanych z ostatnim sezonem regularnym… Oj tak, pomimo tylko 66 meczów każdej z drużyn mamy co wspominać- piękne akcje, pasjonujące do ostatnich sekund mecze, a nawet najgorszy bilans spotkań w historii NBA- osiągnięty przez Charlotte Bobcats (7-59).

Właśnie dzisiaj zaczyna się najgorętszy okres w sezonie, czyli playoffy. W I rundzie zmierzy się po 8 najlepszych ekip z obydwu konferencji. Oto nasze krótkie prognozy dla poszczególnych serii (przyp. red. gra się do czterech zwycięstw).

Konferencja Wschodnia:

(1) Chicago Bulls – Philadelphia 76ers (8):

Pojedynek dwóch drużyn, które preferują defensywny styl gry, dlatego cała seria może być bardzo pasjonującym, pełnym walki i poświęcenia widowiskiem. Mimo to, wszystko przemawia za tym, że to Bulls ostatecznie przejdą do kolejnej rundy. Obydwie ekipy mają bardzo dobre ławki rezerwowych, jednak dużo lepszych starterów ma ekipa z Wietrznego Miasta. Derrick Rose ma być ponoć Derrickiem Rosem, a Richard Hamilton uważa, że będzie to „zabawna seria”. [Pierwszy mecz- dzisiaj o 19:00- AB]

Typ: 4-1 dla Chicago

(2) Miami Heat – New York Knicks (7):

Wielu fanów koszykówki spodziewa się niespodzianki w tej serii, czyli wygranej zespołu niżej rozstawionego (50% z pośród nich to kibice Knicks, a drugie 50% to haterzy South Beach). Osobiście uważam, że pomimo dobrej formy, jaką prezentowali nowojorczycy w II połowie sezonu (po odejściu Mike D’ Antoniego)  nie mają oni zbyt dużych szans w pojedynku z Trójką z Miami, których twarda obrona i szybkie ataki powinna być dobrą receptą na wciąż ofensywnych Knicks. [Pierwszy mecz- dzisiaj o 21:30]

Typ: 4-2 dla Miami

(3) Indiana Pacers – Orlando Magic (6):

Magic bez Dwighta Howarda przegrali wszystkie mecze sezonu regularnego z drużynami o lepszym bilansie. Indiana jest natomiast drugi sezon z rzędu na fali wnoszącej i w tym roku zrobi wszystko by zrobić kolejny krok, czyli awansować do II rundy PO. Natomiast Stan van Gundy oraz jego zawodnicy będą chcieli udowodnić, że potrafią wygrywać bez swojego lidera (który prędzej czy później zapewne odejdzie z Orlando). [Zaczynamy dzisiejszej nocy, o 1 czasu polskiego]

Typ: 4-1 dla Indiany

(4) Boston Celtics- Atlanta Hawks (5):

Prawdopodobnie najciekawsza seria na wschodzie, gdzie wygrać może każdy. Zapowiada się bardzo wyrównany pojedynek, w którym Boston będzie chciał pokazać, że pomimo wieku stać ich jeszcze na wiele, a Atlanta będzie chciała udowodnić, że stać ich na coś więcej niż dobry bilans w sezonie zasadniczym. Celtowie rozpoczną serię bez jednego ze swoich weteranów, Raya Allena. Natomiast do składu Hawks, po bardzo długiej przerwie powraca ich center- Al Horford. [nie wiem, czy przez przypadek usunąłem Kuby typ, czy zapomniał o nim, więc dam swój własny:P- 4-2 dla Celtów, którzy może najlepsze lata mają za sobą, ale sercem do gry i wolą walki znacznie przewyższają drużynę ze stanu Georgia; jednak jak potoczy się ta rywalizacja, przyjdzie nam obejrzeć od jutra- pierwszy mecz: 1 w nocy z niedzieli na poniedziałek]

Typ 4-2 dla Celtics [JS, rzeczywiście zapomniałem o wytypowaniu]

Konferencja Zachodnia

[Okej, teraz kolej na moją część tekstu-AMB]

Jeśli chodzi o tą lepszą część NBA (Konferencja Zachodnia), dzisiaj (3:30 w nocy) uświadczymy tylko jedną rywalizację drużyn z tego rejonu USA- Oklahoma City Thunder podejmować u siebie będą Dallas Mavericks. Cóż… Mavericks nie są tą samą ekipą co rok temu, kiedy po niesamowitych bojach w playoffach (pierwsza seria przeciwko Portland Trail Blazers, której bohaterem pozostanie jednak Brandon Roy; później walka z ówczesnymi obrońcami tytułu, LA Lakers, w której ekipa z Teksasu „pozamiatała” podłogę Kobem Bryantem i jego drużyną; zwycięstwo przeciwko Miami Heat i zdobycie przez Dirka Nowitzkiego tytułu najbardziej wartościowego zawodnika Finałów NBA), gdzie w Finałach Konferencji Zachodniej walczyły ze sobą właśnie te 2 ekipy… tylko, że Dallas już wtedy potrzebowali dużej ilości szczęścia, aby odrabiać duże straty w ostatnich kwartach i wygrać tamtą serię. Biorąc pod uwagę, że Mavericks rozpoczęli realizować plan oszczędnościowy (z nadzieją na przechwycenie do swojej drużyny duetu supergwiazd: Deron Williams i Dwight Howard), a „młode wilki” z Oklahomy nabrały doświadczenia i zgrania, starcie to może znacznie odbiegać od tego, co widzieliśmy rok temu. Fanów Mavericks zostawiam z cytatem z Rudy’ego Tomjanovicha

No i oczywiście moja prognoza „znafcy”- 4-1 (byłoby 4-0, ale Metta World Peace [tak, tak się nazywa] zapewnił Jamesowi Hardenowi wstrząs mózgu– więc bez 3. najlepszego gracza, OKC mogą przegrać przynajmniej jedno spotkanie)
Typ: 4-1 dla Thunder

A teraz, w jak najbardziej telegraficznym skrócie potrafię, pozostałe 3 rywalizacje:

-San Antonio Spurs (Nr. 1) gościć będą u siebie Utah Jazz (Nr. 8). Niektórzy z Was mogą mieć za złe ekipie z Salt Lake City wyeliminowanie Phoenix Suns z walki w playoffach, jednak  Marcin Gortat i Sp. z o.o. i tak długo w rozgrywkach posezonowych miejsca by nie zagrzali- o ile pozostaną zdrowi, zawodnicy „Ostróg” są najgroźniejszą ekipą, na jaką można trafić (jakbym miał typować przyszłych mistrzów, mój wybór poszedłby właśnie na nich)- więc klasyczny „sweep” dla podopiecznych (chociaż w jego przypadku słowo „armia” pasuje bardziej) Gregga Popovicha, czyli wygranie 4 meczy bez odniesienia porażki, nie wydaje się przesadzoną prognozą. (Start: jutro o 19)
Typ: 4-0 dla Spurs

-Los Angeles Lakers (Nr. 3) będą grali przeciwko Denver Nuggets (Nr. 6) i szczerze powiedziawszy, nie wiem, czego się spodziewać po „Bryłkach” z Kolorado- ostatni raz w akcji widziałem ich bodajże w Madison Square Garden, gdzie Danilo Gallinari mścił się na NY Knicks za przedwczesne zrezygnowanie z jego usług- jednak mając Włocha, jak i plejadę innych „charakterków” do dyspozycji, skład trenowany przez Georga Karla powinien zapewnić ciekawe spotkania. Jednak w ostatecznym rozrachunku, „Dwie Wieże” (Pau Gasol i Andrew Bynum) oraz duet obwodowy Ramon Sessions-Kobe Bryant nie powinni dopuścić, aby drużynie z Mile High City udało się awansować do drugiej rundy. Mój typ: 4-2 (Pierwsze spotkanie- jutro, 21:30)
Typ: 4-2 dla Lakers

-Memphis Grizzlies (Nr. 4) pokonają Los Angeles Clippers (Nr. 5), zwyciężając cztery mecze pod rząd. Tak, nie lubię i nigdy już nie polubię „brzydszej siostry” Lakersów, i życzę im jak najgorzej- poza tym gra zespołu ze stanu Tennessee naprawdę cieszy oko i chciałbym, żeby grali oni jak najdłużej. Pierwsza, druzgocąca porażka Blake’a Griffina w meczu playoffs w karierze- już jutrzejszej nocy, o 3:30!  (A tak na poważnie- obawiam się, że to LAC mogą wyjść z tego pojedynku górą, jednak cytując „klasyka”- Grizzlies tanio skóry nie sprzedadzą! Typ: 4-3 dla Clippers).

Typ: 4-1 dla Grizzlies

A zatem: niech najlepsi (poza Clippers, rzecz jasna) zwyciężą!

%d blogerów lubi to: