Category: NCAA


Ten pierwszy raz…

Już 2 dni gry za nami i większość drużyn dostała okazję do zaprezentowania swoich umiejętności. Jednak zamiast skupiać się na całych zespołach, zwróćmy nasze oczy w kierunku tych, którzy na parkietach NBA stawiali swe pierwsze (pomijając ligę letnią/ mecze pokazowe/ sparingi przed sezonem) kroki:


Oczywiście, najbardziej oczekiwanym debiutem był występ „The Brow”- Anthony Davis, nr. 1 Draftu NBA 2012, członek tegorocznych „złotek” Mike’a Krzyżewskiego zaprezentował się świetnie przeciwko San Antonio Spurs- 21 punktów, 7 zbiórek, blok i przechwyt. New Orleans Hornets ewidentnie zabrakło jednak Erica Gordona. W jego buty wejść musiał inny pierwszoroczniak, Austin Rivers, który niestety nie pokazał się z równie dobrej strony, co Davis, co chwila wymuszając rzuty i lekkomyślnie tracąc piłkę przy paru okazjach. Patrząc jednak na dobrą stronę medalu- kontuzja Gordona umożliwi Riversowi dużo czasu gry i okazji, by mógł rozwinąć skrzydła i przypomnieć, dlaczego kiedyś był uważany za kandydata na gwiazdę w NBA.

Solidny występ w pierwszym meczu zaliczył grający dla Toronto Raptors Litwin Jonas Valunciunas– przez 23 minuty gry zanotował double-double (12 punktów i 10 zbiórek) i raz zablokował rzut. Raptors, jak to Raptors (nie bez powodu nazywani przez złośliwych „Craptors”), spotkanie przegrali, ale z dynamicznym rozgrywającym Kylem Lowrym (21 punktów, 8 asyst, 7 zbiórek, 5 przechwytów) przy piłce i skocznym Valunciunasem kibice z Toronto mogą przynajmniej liczyć na to, że w Air Canada Centre nudą już nie powieje.

Bardzo miło swój debiut w NBA na pewno będzie wspominał Kyle Singler z Detroit Pistons. Jest to rookie z uczelni Duke, który został wybrany przez Tłoki w drafcie 2011 roku, jednak z powodu lokautu (odejdź i nie wracaj już nigdy!) postanowił przenieść swoje talenty do Hiszpanii, gdzie między innymi pomógł Realowi Madryt w zdobyciu Pucharu Króla. Po ostatnim sezonie zdecydował się na powrót do USA i podpisał kontrakt z Detroit. Wczorajszej nocy zaliczył bardzo solidny występ, 10 pkt w 16 min, w tym 2/2 za 3 pkt). Singler zapewne będzie mocnym punktem ławki drużyny Motown.
Pochwały należą się również Damianowi Lillardowi z Portland Trail Blazers, który już w Summer League elektryzował publiczność i ekspertów swoją grą. W czasie swojego pierwszego profesjonalnego spotkania, wygranej z samymi Lakers, udowodnił, że będzie się liczył w wyścigu o nagrodę Rookie of the Year.

Jak to już w życiu bywa, niektórzy mają swoje wzloty, a inni mniejsze lub większe upadki. Swojego pierwszego spotkania w najlepszej lidze koszykówki na pewno dobrze nie zapamięta Thomas Robinson z Sacramento Kings. Absolwent uczelni Kansas zderzył się z bardzo twardymi (defensywa Bulls) realiami NBA i z pokorą musiał przyjąć niecelne rzuty (w tym jeden nieudany wsad), straty i bloki, a przede wszystkim porażkę swojego zespołu. Jak to dobrze określił komentujący to spotkanie Stacey King- „It’s a big boy basketball!”.
Miejmy nadzieję, że w myśl mądrości ludowej „pierwsze koty za płoty”, pierwszoroczniacy, których debiuty nie zachwyciły, pokonają tremę i zaprezentują już wkrótce pełnie swoich możliwości- bądź co bądź to ponoć jeden z  najsilniejszy naborów do ligi w historii.

Dzisiaj natomiast, wyjątkowo jak na NBA, zobaczymy tylko jeden mecz- powtórkę z Finałów Konferencji Zachodniej, San Antonio Spurs grających przeciwko Oklahoma City Thunder. Poza oczywistymi względami (starcie na szczycie, pojedynek Tony Parker-Russell Westbrook czy niezawodni Kevin Durant i Tim Duncan) warto będzie zwrócić uwagę na debiutantów- po stronie Thunder będzie dwóch wartych szczególnej uwagi- Jeremy Lamb (pozyskany kilka dni temu za Jamesa Hardena w wymianie z Houston Rockets) i Percy Jones III, który wg. wielu ekspertów może stanowić istotną rolę w rotacji podkoszowej Oklahomy. Czy zabłysną, jak Davis i Lillard, czy zderzą się z brutalnymi realiami NBA(jak Rivers i Robinson), dowiemy się już o 2:30!

Należy dodać, że drugie z planowanych na dzisiaj spotkań, czyli derby Nowego Jorku, zostało przełożone na 26 listopada. Powodem tego było przejście nad wschodnim wybrzeżem USA huraganu Sandy, który spowodował ogromne zniszczenia na terenie m.in miasta Nowy Jork.
Jak zwykle w takich sytuacjach, do pomocy ofiarom tego straszliwego kataklizmu włączyła się, wspólnie z amerykańskim Czerwonym Krzyżem, organizacja charytatywna NBA Cares!

Reklamy

Dzisiejszej nocy odbył się w NBA nabór nowych zawodników, jacy będą mogli od przyszłego sezonu dołączyć do Ligi. Niestety, mimo zgłoszenia do draftu aż czterech Polaków: Olek Czyż, Jakub Parzeński(aczkolwiek ten kandydat zrezygnował z akcesu w drafcie po wcześniejszym zgłoszeniu się), Jakub Serafin i Kobe Banaś, żaden z nich nie został ostatecznie wybrany…

Jak wygląda nabór do NBA: 30 drużyn wybiera spośród zgłoszonych kandydatów (warunki: skończone 19 lat, przynajmniej rok kariery akademickiej w przypadku graczy amerykańskich [wyjątkiem jest tutaj Brandon Jennings, który po szkole średniej przez rok grał zawodowo w Lottomatice Roma]) 60 szczęśliwców (2 rundy po 30 zawodników), jacy mają szansę zagrania w NBA, jednak nie oznacza to, że tak będzie- drużyny mogą nie chcieć podpisać kontraktu z danym zawodnikiem, lub zawodnik sam może zdecydować się, np. pozostać w Europie(jak Ricky Rubio, który po wybraniu z 5 numerem Draftu w 2009 przez 2 lata grał w rodzinnej Katalonii). Należałoby też zaznaczyć, że nawet Ci, którzy nie zostają wybrani w drafcie, mają szansę na zaistnienie w NBA- fenomen Jeremy’ego Lina czy przypadek Wesleya Matthewsa (który po swoim debiutanckim sezonie w Utah Jazz podpisał z Portland Trail Blazers bardziej lukratywny kontrakt niż ten, na jaki mógłby sobie pozwolić, gdyby został wybrany w drafcie!) potwierdzają to, więc Kuba- jest dla Nas jeszcze szansa!

Zatem, folks, szybkie i podsumowanie tegorocznego draftu:

Zaskoczenia nie było- Anthony Davis, najlepszy gracz i mistrz NCAAB, został wybrany z pierwszym numerem w drafcie przez New Orleans Hornets. Świetny obrońca, jednak musi popracować nad wachlarzem swoich umiejęstności ofensywnych, których nie brakuje kolejnemu wyborowi „Szerszeni”- Austinowi Riversowi (#10 pick). Syn trenera Boston Celtics jeszcze nie tak dawno temu był typowany, by zostać wybrany z numerem pierwszym, jednak przez ostatni rok stracił trochę w oczach skautów i ostatecznie dane mu było trafić do Luizjany, gdzie powinien zostać solidnym zmiennikiem dla Erica Gordona (jeżeli ten nie odejdzie w lecie do innego klubu). Po roku przerwy, Hornets wracają do playoffów.

Z numerem drugim, do Charlotte Bobcats, wybrany został Michael Kidd-Gilchrist, do niedawna kolega Davisa z mistrzowskich Kentucky Wildcats. Powinien zapewnić solidne wsparcie w defensywie dla ekipy, która w minionym właśnie sezonie zdobyła niezbyt chlubne miano najgorszej drużyny w historii.

Z numerem 3 do Washington Wizards poszedł Bradley Beal, rzucający obrońca, jakiego chciałoby mieć u siebie większość menadżerów NBA. Były koszykarz Florida Gators będzie tworzył dynamiczny i ciekawy duet z Johnem Wallem, jednak na razie nadal jest to zbyt mało, żeby drużyna ze stolicy USA zawojowała coś w Konferencji Wschodniej [JS- nie zapominaj o moim kuzynie, Kevinie Seraphin oraz ceskych basketballistach].

Również na gracza obwodowego zdecydowali się Cleveland Cavaliers, wybierając grającego jeszcze do niedawna dla Syracuse Orange Diona Waitersa (#4). Oprócz niego, do Kyriego Irvinga dołączy wybrany przez Dallas, przehandlowany następnie do drużyny z Ohio Tyler Zeller (#17).

Z numerem piątym Sacramento Kings wybrali Thomasa Robinsona, ulubieńca fanów Kansas Jayhawks i wicemistrza NCAA. Ciekawe jest, co teraz będzie się działo z ekipą „Króli”- mają trzech utalentowanych młodych graczy: T-Rob, Demarcus Cousins i Tyreke Evans, jednak między tymi dwoma ostatnimi pojawiały się już zgrzyty, i być może włodarze klubu z Sacramento zdecydują się rozstać z jednym z nich.

Inne ciekawe wybory:

– Z numerem 21 Boston Celtics wybrali Jared Sullingera. Jeszcze do niedawna typowany do Top10 draftu, ostatecznie gracz Ohio State trafił właśnie do Massachusetts, którym dodatkowa para rąk w „trumnie” przyda się zawsze [JS- który stracił przez swoje potencjalne problemy z plecami] .

– Oklahoma City Thunder z numerem 28 pozyskali Percy’ego Jonesa III. Stosując metodę „kopiuj/wklej”- do niedawna typowany jako jeden z najlepszych graczy w tej klasie draftu, został członkiem Grzmotów z Oklahomy. Mistrzów Konferencji Zachodniej. Kevina Duranta, Russella Westbrooka, Jamesa Hardena, Serge’a Ibaki. No i teraz jeszcze Jonesa, który (jeżeli rzekome problemy zdrowotne nie utrudnią mu kariery) pomoże Thunder w ich celu, którego w poprzednim sezonie byli tak blisko- mistrzostwa NBA.

Kolejność, z jaką wybierano kolejnych graczy w drafcie NBA 2012:

1. Anthony Davis, PF, (New Orleans Hornets)
2. Mike Kidd-Gilchrist, SF, (Charlotte Bobcats)
3. Bradley Beal, SG, (Washington Wizards)
4. Dion Waiters, SG, (Cleveland Cavaliers)
5. Thomas Robinson, PF, (Sacramento Kings)
6. Damian Lillard, PG, (Portland Trail Blazers)
7. Harrison Barnes, SF, (Golden State Warriors)
8. Terrence Ross, SG, (Toronto Raptors)
9. Andre Drummond, C, (Detroit Pistons)
10. Austin Rivers, SG, (New Orleans Hornets)
11. Meyers Leonard, C, (Portland Trail Blazers)
12. Jeremy Lamb, SG, (Houston Rockets)
13. Kendall Marshall, PG, (Phoenix Suns)
14. John Henson, PF (Milwaukee Bucks)
15. Moe Harkless, SF,  (Philadelphia 76ers)
16. Royce White, SF, (Houston Rockets)
17. Tyler Zeller, C, (Cleveland Cavaliers od Dallas Mavericks)
18. Terrence Jones, PF, (Houston Rockets)
19. Andrew Nicholson, PF, (Orlando Magic)
20. Evan Fournier, SG, (Denver Nuggets)
21. Jared Sullinger, PF, (Boston Celtics)
22. Fab Melo, C, (Boston Celtics)
23. John Jenkins, SG, (Atlanta Hawks)
24. Jared Cunningham, SG, (Dallas Mavericks od Cleveland Cavaliers)
25. Tony Wroten Jr, PG, (Memphis Grizzlies)
26. Miles Plumlee, PG, (Indiana Pacers)
27. Arnett Moultrie, PF, (Philadelphia 76ers od Miami Heat)
28. Perry Jones III, PF, (Oklahoma City Thunder)
29. Marquis Teague, PG, (Chicago Bulls)
30. Festus Ezeli, C, (Golden State Warriors)

31. Jeff Taylor (Charlotte Bobcats)

32. Tomas Satoransky (Washington Wizards)
33. Bernard James (Dallas Mavericks od Cleveland Cavaliers)
34. Jae Crowder (Dallas Mavericks od Cleveland Cavaliers)
35. Draymond Green (Golden State Warriors)
36. Orlando Johnson (Indiana Pacers od Sacramento Kings)
37. Quincy Acy (Toronto Raptors)
38. Quincy Miller (Denver Nuggets)
39. Khris Middleton (Detroit Pistons)
40. Will Barton (Portland Trail Blazers)
41. Tyshawn Taylor (Brooklyn Nets od Portland Trail Blazers)
42. Doron Lamb (Milwaukee Bucks)
43. Mike Scott (Atlanta Hawks)
44. Kim English (Detroit Pistons)
45. Justin Hamilton (Miami Heat od Philadelphia 76ers)
46. Darius Miller (New Orleans Hornets)
47. Kevin Murphy (Utah Jazz)
48. Kostas Papanikolau (New York Knicks)
49. Kyle O’Quinn (Orlando Magic)
50. Izzet Turkyilmaz (Denver Nuggets)
51. Kris Joseph (Boston Celtics)
52. Ognjen Kuzmic (Golden State Warriors)
53. Furkan Aldemir (Los Angeles Clippers)
54. Tornike Szengelija (Brooklyn Nets od Philadelphia 76ers)
55. Dave Johnson-Odom (Los Angeles Lakers od Dallas Mavericks)
56. Tomislav Zubcic (Toronto Raptors)
57. Ilken Karaman (Brooklyn Nets)
58. Robbie Hummel (Minnesota Timberwolves)
59. Marcus Denmon (San Antonio Spurs)
60. Robert Sacre (Los Angeles Lakers)

NBA Fastbreak cz.X

Znamy już nazwiska, jakie dołącza do Galerii Sław Koszykówki w Springfield w tym roku! Najważniejsze postaci, jakie zostaną wyniesione na „koszykarski Olimp”, to bez wątpienia Reggie Miller i Don Nelson. Ten pierwszy do niedawna był najlepszym w historii strzelcem za trzy punkty(„podziękowania” za detronizację z tej pozycji należą się Rayowi Allenowi), oraz powinien dostać specjalną nagrodę za lojalność- przez 18 lat grał w jednym klubie! Jeden z najlepszych graczy, jakim nie udało się zdobyć mistrzostwa NBA, żywa legenda Indiana Pacers, wciąż obecny w lidze jako komentator stacji TNT, „bardzo skromny i sympatyczny pan”[JS];  jednym słowem: zasłużył.

Tak bardziej „pudelkowo”: Dennis Rodman, były gwiazdor Detroit Pistons i Chicago Bulls, jedna z najbardziej „kolorowych” osób w NBA, ma poważne problemy z prawem- mimo deklaracji jego prawnika, że pięciokrotny mistrz NBA jest bankrutem, nie przeszkodziło mu to w wizycie w Las Vegas, podczas której Pan Rodman zachowywał się, jak na rozrzutnego (dosłownie) gwiazdora przystało- poza obowiązkowymi wizytacjami w nocnych klubach, rzekomo ubogi Dennis był zauważony, jak w jednym z odwiedzonych sklepów rozrzucał swoje pieniądze i tańczył w nich [JS- nawet biedny musi mieć gest ;p]…

Tymczasem w Nowym Orleanie…

Panie i Panowie, Wasi Mistrzowie NCAA 2012- Kentucky Wildcats! Obyło się bez niespodzianek- po prostu ‚Cats mają bardziej utalentowany skład (Kidd-Gilchrist, Jones, Teague, no i Davis), i jeden Thomas Robinson wiele poradzić nie mógł- tym bardziej, że Anthony Davis udowodnił, dlaczego jest bezapelacyjnym numerem 1 w tegorocznym drafcie 2012- zdominował defensywnie pole podkoszowe, zaliczając 16 zbiórek i 6 bloków, a lider Kansas Jayhawks miał problemy w zdobywaniu punktów(tylko 6 celnych rzutów na 17 oddanych). Do końca miałem nadzieję, że podopieczni Billa Selfa po raz kolejny w tym turnieju zaliczą „comeback”, doprowadzą do dogrywki i ku zaskoczeniu całego świata pokonają Superdrużynę Johna Callipariego ( notabene po raz drugi)… Niestety, drużyna z Lexington była po prostu zbyt mocna [głupie błędy graczy obwodowych Kansas też pomogły- PB], więc nie będzie filmu Earl, jak to T-Rob prowadzi Jayhawks po tytuł mistrzowski wbrew wszystkim oczekiwaniom ekspertów…

NBA Fastbreak- część IX

Poznajecie tego dżentelmena powyżej? Na pewno- Jeremy Lin, absolwent Harvardu, niewybrany w drafcie, niechciany przez Golden State Warriors i Houston Rockets, który swój american dream spełnił w samym sercu USA- Nowym Jorku; syn Tajwanu, Chin, Ameryki i niewiadomo czego jeszcze- kto wie, może ma nawet jakieś polskie korzenie?

Wracając do sedna sprawy- Lin przejdzie operację na lewym kolanie i raczej nie zobaczymy go już na parkiecie w tym sezonie. Kontuzja Lina, a także kapitana drużyny Amar’e Stoudemire’a osłabia pozycję New York Knicks, którzy na chwilę obecną utrzymują się na ósmej lokacie w Konferencji Wschodniej. Zobaczymy, czy trenerowi Mike’owi Woodsonowi uda się utrzymać tą pozycję do końca sezonu.

Znamy już dwie ekipy, które zmierzą się o mistrzostwo ligi akademickiej NCAA! Oczywiście wśród tej pary nie mogło zabraknąć podopiecznych „Coacha Cala”(John Calipari) Kentucky Wildcats- pokonali oni Louisville Cardinals 69-61; Anthony Davis Watch- 18 pkt, 14 zbiórek i 5 bloków.

Natomiast drugi finalista- Kansas Jayhawks! Ekipa z Lawrence, traktowana jako „kopciuszek” turnieju, po raz kolejny sięgnęła po zwycięstwo, wygrywając drugą połowę i cały mecz z Ohio State Buckeyes 62-64. Wątpię, czy Thomas Robinson (jeszcze raz- krótka historia z życia Pana Robinsona) i jego koledzy będą w stanie nawiązać walkę z Wildcats w finale (z nocy poniedziałek/wtorek o godzinie 3:23 czasu polskiego), ale trzymam kciuki- jeszcze tylko jeden mecz, Panowie!

Jeśli macie Canal+, koniecznie włączcie dzisiaj o 19- Oklahoma City Thunder będą podejmowali u siebie Chicago Bulls. Zapowiedź Finałów NBA? Być może- na chwilę obecną te dwie ekipy liderują w swoich konferencjach. Jeśli gra NBA 2k12 może być jakimś wyznacznikiem, to OKC zmiotą Chicago z parkietu przewagą ponad 30 punktów, a sam Kevin Durant zdobędzie ich 51. James Harden już jedną ciężką batalię wygrał, ze… swoją matką. I dobrze, bo dziwnie wygląda bez Niej.

Final Four- zapowiedź ! NCAA Dunk Contest

Dzisiejszej nocy zaczyna się NCAA Final Four, w pierwszym meczu zagrają (4)Louisville Cardinals – Kentucky Wildcats(1), a w drugim spotkaniu (2)Ohio State Buckeyes – Kansas Jayhawks (2).

Wczorajszej nocy miał miejsce rewelacyjny konkurs wsadów zawodników NCAA, który wygrał James Justice z uczelni Martin Methodist. Konkurs ten stał na dużo wyższym poziomie, niż znany nam Slam Dunk Contest z weekendu Gwiazd NBA. Studenci wykazali się dużo większą kreatywnością, a ich w wsady powodowały istne szaleństwo na trybunach.

NCAA- zakończenie Elite Eight!

Mamy już całą „Finałową Czwórkę”, którą zobaczymy za tydzień w Nowym Orleanie! Wczoraj poznaliśmy pierwszych dwóch uczestników Final Four, a teraz zapraszam na krótkie podsumowanie dzisiejszych rywalizacji:

Georgia Dome, Atlanta, GA: Baylor Bears vs. Kentucky Wildcats 70:82– pierwszy raz widziałem w akcji Anthony’ego Davisa i mam nadzieję, że to nie Charlotte „LOLcats” dostaną prawo do podpisania kontraktu ze środkowym pochodzącym z Chicago- szkoda, by marnował swoje talenty w tak słabej drużynie jak „Kiciusie”. Sam Davis wyglądał już jak gracz NBA-18 punktów, 11 zbiórek, 5 bloków, a jego Kentucky Wildcats, po kilku minutach w miarę wyrównanej walki, zdominowali mecz przeciwko drużynie z Baylor- po pierwszej połowie prowadzili 42-20, a drużyna z Teksasu nigdy nie zmniejszyła straty do oponentów na mniej niż 10 punktów. Poza środkowym Wildcats świetnie zaprezentował się jego kolega z zespołu- Michael Kidd-Gilchrist (który, podobnie jak Davis, ma zagwarantowaną wysoką lokatę w drafcie– o ile tylko się na niego zdecyduje) zdobył 19 punktów. Podopieczni Johna Callipariego w swoim kolejnym starciu podczas Final Four zmierzą się z ekipą Louisville Cardinals- zatem czekają nas derby stanu Kentucky w samym sercu Luizjany! Prawdopodobnie dość jednostronne, ale kto wie…

St. Louis, MO: North Carolina Tar Heels vs. Kansas Jayhawks 80-67– mecz z komentarzem Marva Alberta? YES! Zażarta walka do (niemal) ostatnich chwil? Jeszcze większe tak! No i wygrana mojego faworyta również cieszy!

Wbrew temu, jaki wynik meczu widzicie u góry, spotkanie to było bardzo wyrównane- UNC, mimo braku swojej gwiazdy, Kendalla Marshalla, przez większość meczu dotrzymywali kroku ekipie Billa Selfa. Jednak na 3:58 minuty przed końcem meczu, po jednym celnym rzucie wolnym, wynik wynosił 68-67. Zgadza się- w tym momencie Tar Heels zdobyli swoje ostatnie punkty, pozwalając jednocześnie drużynie prowadzonej przez Thomasa Robinsona(18 punktów i 9 zbiórek) i Tyshawna Taylora (22 punkty, 5 asyst i 5 przechwytów) na serię punktową 12-0 w ostatnim fragmencie meczu i zapewnienie sobie awansu do następnej fazy rozgrywek, w której pokonają oni podejmą oni walkę z Jaredem Sullingerem i jego Ohio State Buckeyes.

A zatem- See you in New Orleans!

Home Sweet Home…(ze specjalnymi pozdrowieniami dla wszystkich wielbicieli N. Tesli!)

Jako że znajduję się w tym momencie w swoim rodzinnym mieście, mam dostęp do „prawdziwego” internetu- skorzystałem więc z okazji i postanowiłem oglądnąć w ten weekend (za radą kolegi-bloggera) mecze tzw. Elite Eight, czyli de facto ćwierćfinały rozgrywek akademickich. Zwycięzcy, będą mieli okazję zagrać w Final Four w Nowym Orleanie, więc żeby już wczuć się w klimat „The Big Easy”, coś z płytoteki PiBiego:

A teraz, wyniki dzisiejszej rywalizacji „Elitarnej Ósemki”:

– W finale West Region Florida Gators zmierzyli się z Louisville Cardinals. Po pierwszej części spotkania (JS zapomniał chyba nadmienić w swoim artykule, że w NCAA mecze trwają 40 minut, i są podzielone nie na kwarty, lecz na połowy) to gracze drużyny ze Słonecznego Stanu (faworyci tego spotkania) prezentowali się znacznie lepiej i byli niemal bezbłędni w rzutach z dystansu- 8 na 11(w sezonie średnio 10 na mecz!) i na przerwę schodzili, prowadząc 41-33, a zawodnicy ze stanu Kentucky mieli problemy ze skutecznością strzelecką i faulami. Początek drugiej połowy tylko uświadczył wielu w przekonaniu, że to podopieczni trenera Donovana opuszczą Phoenix z tarczą. Jednak późniejszy zanik świetnej dyspozycji rzutowej zespołu z Florydy [w drugiej połowie spudłowali oni wszystkie swoje 9 prób z dystansu!] oraz lekkomyślność prowadząca do strat piłki(14 do tylko 6 strat po stronie Cardinals) doprowadziła do tego, że drużyna z Louisville zakończyła mecz serią punktową 18-3 i to właśnie oni sięgnęli po mistrzostwo West Region z wynikiem 68:72, i zyskali szansę na walkę o najwyższe laury, jaką jest akademickie mistrzostwo Stanów.

– Z kolei w Bostońskiej TD Garden (hala, w której gra również drużyna NBA Boston Celtics) odbyły się finałowe rozgrywki East Region, w których Ohio State Buckeyes podejmowali Syracuse Orange; z tym, że ta druga ekipa była w gorszej pozycji, gdyż nie wystąpił Fab Melo, ich czołowy środkowy. W pierwszej połowie mecz był wyrównany, a oba zespoły zdobyły po 29 punktów- mimo że Ohio State jako drużyna funkcjonowali bardzo dobrze, ich lider, Jared Sullinger (przez ekspertów typowany do czołówki tegorocznego draftu NBA) prędko złapał dwa przewinienia i w związku z tym trener „dawkował” jego minuty w grze. Dopiero w drugiej części starcia Sullinger uzyskał wreszcie właściwy rytm (mecz zakończył z dorobkiem 19 punktów i 7 zbiórek), a Buckeyes zaczęli powiększać przewagę nad Syracuse; jednak tamci nie chcieli dać za wygraną, i dzięki serii punktowej 14-6 zmniejszyli stratę punktową do 1 punktu i zapowiadało się, że będziemy mieli „powtórkę z rozrywki”- jednak koszykarze Orange zmarnowali wiele okazji, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i ostatecznie przegrali spotkanie 77-70.

Słodka szesnasteczka, dzień II

Kilka godzin temu zakończyły się 4 kolejne mecze fazy „Sweet sixteen”, o to ich wyniki:

(10) Xavier Musketeers 70-75 Baylor Bears (3)

(4) Indiana Hoosiers 90-102 Kentucky Wildcats (1)

(11) North Carolina State Wolfpack 57-60 Kansas Jayhawks (2)

(13) Ohio Bobcats 65-73 North Carolina Tar Heels (1)

Co do ostatniego meczu, jego wynik został ustalony dopiero w wyniku dogrywki, więc drużyna z Ohio była bardzo blisko sprawienia kolejnej niespodzianki eliminując przy tym faworyta całego turnieju.
W następnym etapie NCAA Tournament, zwanym „Elite Eight” (24-25 III) zagrają ze sobą:

(1) Kentucky Wildcats – Baylor Bears (3)
(4) Louisville Cardinals – Florida Gators (7)
(1) Syracuse Orange – Ohio State Buckeyes (2)
(1) North Carolina Tar Heels – Kansas Jayhawks (2)

Słodka szesnasteczka, dzień I – wyniki

Tak jak pisałem, dzisiejszej nocy rozegrano pierwsze mecze kolejnego etapu NCAA Tournament- Sweet Sixteen. O to wyniki:


(4) Wisconsin Badger 63-64Syracuse Orange (1)

(4) Louisville Cardinal 57-44 Michigan State (1)

(6) Cincinnati Bearcats 66-81 Ohio State Buckeyes (2)

(7) Florida Gators 68-58 Marquette Golden Eagles (3)

Chyba wszystkim marzec kojarzy się z samymi przyjemnymi rzeczami: początkiem wiosny, końcem szarówy, przypływem energii. Również dla fanów koszykówki miesiąc ten jest szczególny i pełen emocji. Wtedy to bowiem ma miejsce coroczne święto akademickich rozgrywek, zwane March Madness. Szaleństwo to związane jest:
* z bardzo szybkim tempem rozgrywek: w przeciwieństwie do NBA playoffs mecze są rozgrywane w systemie pucharowym- o wyniku rywalizacji decydujące jedno spotkanie, „win or go home”;
* zaskakującymi rozstrzygnięciami: od czasu do czasu zdarza się, że najniżej rozstawiona ekipa pokonuje tą z numerem 1. W historii NCAAB takie przypadki zdarzały się bardzo rzadko, a zaskakującym zwycięzcą nadaję się tytuł „Kopciuszka turnieju” oraz zyskuje on wsparcie całego kraju[Butler Bulldogs 2010 ❤ !!!!-PB];
* kibicowaniem : miasta akademickie, których drużyny biorą udział w turnieju na jego czas po prostu zamierają i żyją tylko koszykówką. Kampusy uniwersyteckie pełne są pijanych… oczywiście szczęściem studentów-kibiców. Nawet profesorowie dają się ponieść emocjom i w czasie zajęć dyskutują ze studentami na temat turnieju. Święcką tradycją jest również to, iż kibic #1 czyli Prezydent USA dokonuje własnej analizy rozgrywek, wybierając zwycięzców poszczególnych etapów. W tym roku Barack Obama postawił na wygraną : North Carolina Tar Heels, którzy w finale pokonają Kentucky Wildcats.

Właśnie dzisiejszej nocy rusza najbardziej zaawansowana faza turnieju, zwana Sweet Sixteen. W tym roku największą niespodziankę sprawiła ekipa Ohio Bobcats (#13), która w I rundzie pokonała numer 4 konferencji Midwest, czyli drużynę Uniwersytetu Michigan Volverines. Dzisiaj zmierzy się ze wspomnianymi wyżej Tar Heels. Natomiast jako największe rozczarowanie tegorocznego March Madness należy uznać porażkę numeru 2 konferencji South, czyli Duke. Drużyna prowadzona przez Mike Krzyzewskiego (trenera reprezentacji USA) była zaliczana przez ekspertów do grona faworytów całego turnieju. Jednak wbrew oczekiwaniom przegrała ona z Lehigh Mountain Hawks (#15).
Najważniejszy etap March Madness, Final Four odbędzie się Nowym Orleanie na specjalnie przerobionym do tego celu stadionie footballowym.

Wracając jeszcze do kwestii fenomenu turnieju NCAAB oraz samej ligi akademickiej. Ponieważ w tym roku NBA z powodu lokautu ruszyła dopiero pod koniec grudnia,  zacząłem odczuwać koszykarski niedosyt. Tym samym postanowiłem zapełnić tą lukę właśnie ligą akademicką- dokonałem nawet wyboru drużyny, której będę kibicować, została nią Arizona Wildcats (niestety w tym roku nie dostali się do turnieju). W czasie śledzenia tych rozgrywek przekonałem się, dlaczego tak wiele osób ją ogląda, a nawet stawia przed NBA. Sama gra pod względem efektywności i techniki nie jest tak porywająca jak w najlepszej lidze świata, ale nie brak w niej naprawdę wielkiego poświęcenia i prawdziwej walki. Zawodnicy, a tym samym studenci, są niesamowicie związani ze swoją drużyną i jej pozostałymi członkami. Przebywając na co dzień na kampusie nie są mitycznymi  postaciami jak zawodnicy NBA, są oni na wyciągnięcie ręki swoich wiernych fanów, można z nimi pogadać o ostatnim meczu, projekcie naukowym, a nawet wypić piwo. Tym samym zawodnicy czują ogromną dumę z powodu, że mogą reprezentować na parkietach swoją uczelnie, której najważniejszą częścią są ich koledzy-studenci. Więź ta jest tym mocniejsza, ponieważ niegrający studenci w czasie meczów starają się zrobić, co mogą, by wesprzeć swoich kolegów. Na trybunach jest naprawdę bardzo głośno, kibice śpiewają,  co niektóre uczelnie mają nawet specjalne orkiestry, standardem są natomiast zespoły pięknych i zwinnych cheerleaders. Wśród kibiców można zobaczyć nie tylko samych studentów- na mecze przychodzą również absolwenci z całymi rodzinami oraz sami profesorowie.

Podkreślić należy to, że zawodnicy NCAA nie otrzymują żadnych pieniędzy z tytułu gry w lidze akademickiej (NCAA bardzo rygorystycznie podchodzi do kwestii finansowych, głośna była sprawa 5 zawodników drużyny footballowej Ohio State, którzy sprzedawali swoje koszulki z finałowego meczu). Oczywiście ktoś może stwierdzić, że zawodnicy uniwersyteckich drużyn zostawiają co mecz swoje serca na parkiecie tylko po to, żeby zostać dostrzeżonym przez skautów z NBA. Twierdzić tak mogą tylko osoby, które nie widziały więcej niż kilku meczów NCAA (ja również należałem do tego grona). Argumentami przeciwko tej tezie może być fakt, że najlepsi zawodnicy i tak mają ugruntowaną pozycję wśród ekspertów NBA, ale najważniejsze są chyba emocje, które można wyczytać z twarzy zawodników ( czy to smutek po przegranej, czy też radość po zwycięstwie). Świadczą one o tym, że zawodnikom naprawdę zależy na losach swojej drużyny oraz chęci przysporzenia chwały swojej uczelni. Również po zakończeniu akademickiej kariery, zawodnicy podkreślają swoje przywiązanie do starej drużyny: przychodzą na mecze swoich następców, utrzymują kontakty z trenerami i kolegami z zespołu, a obecnie rywalami z NBA.

Dlatego jeżeli macie tylko czas i ochotę, zachęcam Was do rozpoczęcia przygody z koszykówką akademicką. March Madness będzie do tego odpowiednim momentem, ponieważ jak już wspominałem jest to rywalizacja na najwyższym poziomie oraz dostarcza ona najwięcej emocji. Kto wie- może dla niektórych będzie ona zachętą do tego aby samemu zacząć trenować w naszym Akademickim Związku Sportowym (jako ciekawostkę podam fakt, że członkowie UJ AZS mają bluzy sportowe w stylu NCAA)?

%d blogerów lubi to: