Category: NBA Fastbreak


Sto lat, sto lat WNB? TOP 10 WNB?!!!

Tak po cichutku pod nosem właśnie sobie nucę tradycyjną urodzinową przyśpiewkę uświadamiając sobie, że dokładnie rok temu rozpoczęliśmy tworzyć z wielkim oddaniem i pasją bloga o koszykówce WhyNotBasketball?. Nazwa naszej strony przyszła do nas bardzo niespodziewanie, pewnej nocy oglądałem mecz ligi akademickiej, w którym to drużyna o dużo gorszym bilansie prowadziła ze zdecydowanie silniejszą ekipą i wtedy w czasie przerwy na żądanie trener zapytał się swoich zawodników „Why not?”, chcąc ich zapewne utwierdzić w przekonaniu, że na boisku nie liczą się statystyki, dziennikarskie rankingi tylko serce i wola walki. Na podobne pytanie musieliśmy sobie odpowiedzieć z AMB- „why not?”- nie mieliśmy doświadczenia ani dziennikarskiego wykształcenia jednak mieliśmy pasję oraz duże chęci oraz wrodzony talent niczym Mike i Kobe. Dzień po meczu gdy byliśmy już na 50% pewni, że zakładamy stronę o koszykówce, opowiedziałem panu współredaktorowi o tamtym meczu i mowie trenera, a on po chwili stwierdził „Why not basketball?, nazwijmy tak właśnie naszą stronę!” i decyzja zapadła.
256744

A teraz trochę statystyk i wspomnień z ostatnich 365 dni ;), w tym czasie zamieściliśmy 68 wpisów na stronie oraz nieokreśloną bliżej liczbę krótkich notek na naszym fejsbukowym profilu (obecnie działamy tylko tam), dodając przy tym 208 zdjęć, nasi czytelnicy natomiast zamieścili 99 komentarzy oraz mieliśmy blisko 3 tysiące wyświetleń. W tym miejscu należą się specjalne podziękowania dla naszych wiernych czytelników- dziękujemy!

A teraz specjalna gratka dla naszych czytelników, lista TOP 10 wpisów WNB?:

#10:  Czym w ogóle jest marcowe szaleństwo i dlaczego Amerykanie tak bardzo lubią rozgrywki NCAA?
#9: Gościnny artykuł redaktor naczelnej Vouge UK o partnerkach koszykarzy NBA.
#8: Chwytliwy tytuł= zwiększona czytelność (tzw. metoda na SuperExpress), ale artykuł bardzo dobry (jak zawsze!).
#7: Na przekór gorączce EURO 2012 zachęcamy do oglądania finałów NBA.
#6: WNB? podbijają świat mediów, wywiad w Radiu Nowa Huta! + Audycja do odtworzenia!
#5: Andrzej odpowiada na zarzuty dr kulturoznawstwa JSB i piszę pięknym lirycznym językiem o koszu.
#4: Pierwszy artykuł z serii NBA Fastbreak- czyli szybka analiza najnowszych i najważniejszych wydarzeń z NBA.
#3: Wielki turniej koszykówki ulicznej „Kac Basket” o wristband Kevina Serpahina, który jeszcze się nie odbył… :P.
#2: Relacje z sukcesów koszykarskich naszych koleżanek z Amerykanityski- eliminacje, ćwierćfinał i miejsce o 3 miejsce!
#1: I to co lubimy najbardziej, seria NBA Trash-talk, czyli o koszykówce w przymrużeniem oka, na wesoło i na przekór poprawności politycznej!

Patrząc na naszą bieżącą aktywność można pomyśleć, że zapomnieliśmy o koszykówce, a tym bardziej o WNB?, zapewniam was że to nie prawda. Koszykówka pozostanie z nami do końca, a z WhyNotBasketball? ruszymy na poważnie kiedy tylko KRRiT przydzieli nam miejsce na multipleksie :P!
Yahoo-Sports-TV-App-NCAA-BBall-Sidebar

BASKETBALL WAGs

Korzystając z uprzejmości moich kolegów z redakcji WNB? mam możliwość, a zarazem zaszczyt dorzucenia swoich paru groszy do tej skarbnicy wiedzy na temat koszykówki, za co serdecznie dziękuję… ale teraz może skończę już z wazeliniarstwem 😉

Jako, że zarówno strona teoretyczna, jak i praktyczna kosza nie są u mnie na najwyższym poziomie (co chyba można mi wybaczyć chłopaki, prawda?- zwalę to na mój „niekoszykarski“ wzrost ;-P [AMB-Muggsy Bogues miał 160 cm i nie szukał wymówek! ;)]), postanowiłam zainteresować się koszykówką od strony bardziej mi dostępnej- showbiznesu, bo od czego innego, specjalistką może być Miss Chatterbox???

NBA to świat zdecydowanie opanowany przez mężczyzn, to jasne. Jednak jak w przyrodzie, tak i w świecie zawodników NBA, musi panować harmonia- bo czymże byłby ten „męski świat“ bez „pięknej płci przeciwnej“? Jako, że plotki to nie specjalność mężczyzn (mam nadzieję….. ;-// ) wyręczę moich kolegów i w tym artykule to ja zajmę się charakterystyką pięknych i bogatych BASKETBALL WAGs (Wives & Girlfriends). A jest o czym pisać. Przytoczę tu tylko kilka przykładów „love affairs“ znanych koszykarzy i ich (w niektórych przypadkach) jeszcze bardziej popularnych i bogatych kobiet.

Czy ktoś słyszał o Tonym Parkerze? Oczywiście, że tak. Zawodnik San Antonio Spurs od 2001 roku do chwili obecnej, rozgrywający mecze również w reprezentacji francuskiej. Zapewne mało kto słyszałby o nim w Polsce i na Świecie (poza zagorzałymi fanami koszykówki), gdyby nie jego małżeństwo z amerykańską aktorką Evą Longorią. Longoria to jedna z najbardziej znanych aktorek serialowych i filmowych Hollywood, której ogromną sławę przyniósł, cieszący się ogromną popularnością serial „Gotowe na Wszystko“ (Desperate Housewives). Nie da się zapomnieć tych nagłówków ze światowych gazet w 2007 roku, które informowały o zawarciu związku małżeńskiego przez tą parę. Jak zawsze przy takich okazjach, ciekawość opinii publicznej budziły kolejne informacje dotyczące szczegółów ceremonii, jednak sam fakt iż panna młoda była starsza od swojego małżonka o 7 lat, dostatecznie podgrzewał rozbuchaną już atmosferę. Jak pokazał czas, małżeństwo nie wytrzymało „próby czasu“ i ostatecznie 2011 roku, rozwód celebrytów był już faktem [PiBi-podobno Tony miał romans z Erin Barry, żoną ówczesnego kolegi z drużyny Brenta- widać plotki mogą być też domeną mężczyzn!].
eva_longoria_tony_parker

Wspominając najsłynniejsze, pary sportowo- celebryckie, NIE MOŻNA (!!!)- nie przytoczyć „związków rodziny Kardashian ze światem sportu“, zresztą moich faworytów w tej dziedzinie. Zacznijmy od historii związku Khloe Kardashian z amerykańskim graczem NBA- Lamarem Odomem. Lamar Odom to były zawodnik takich drużyn jak Miami Heat, Los Angeles Lakers, Dallas Movericks, obecnie grający w drużynie Los Angeles Clippers [po raz drugi w karierze, którą zaczynał właśnie w Clippers- a co, oprócz ploteczek możecie się dowiedzieć czegoś o NBA!-AMB]. Khloe Kardashian, to córka Kris Jenner (nawisko po drugim mężu) i biznesmena Roberta Kardashiana (zmarłego w 2003 roku), znana z roli współprowadzącej X edycję amerykańskiej wersji programu „The X Factor“ (2012). Ich małżeństwo zostało zawarte w 2009 roku i trwa do dzisiaj. Perypetie rodziny Kardashian, a w sposób szczególny pary tych dwojga można oglądać w reality-show „Khloe & Lamar“- gdzie państwo Odom dzielą się z widzami swoimi małżeńskimi problemami i radościami. Ostatnio natknąwszy się na prasę zagraniczną, widziałam liczne artykuły na temat rzekomego kryzysu tej pary, ale- ile prawdy jest w tych pogłoskach – i tak zweryfikuje czas. [PiBi-dodatkowo- Khloe i Lamar posiadają własną linię perfum „obupłciowych”-próbowałem, chyba z dość mizernym skutkiem, przetłumaczyć angielskie „unisex”- Unbreakable]
lamar-odom-kardashian-2011-a-p

Ciekawszym przypadkiem jest historia związku innej (drugiej najstarszej w kolejności) siostry Kardashian- Kim, również z graczem NBA Krisem Humphriesem. Kim znana była w branży przede wszystkim jako prezenterka telewizyjna, a zarazem modelka- uważana w Hollywood za jedną z najpiękniejszych kobiet na świecie. Humphries, miał możliwość wykazania się w takich drużynach koszykarskich jak Utah Jazz, Toronto Raptors, Dallas Mavericks [PiBi-no nie bardzo, bo grywał ogony ;P] i Brooklyn Nets. Ich historia miłosna, była jak z bajki. Poznali się w 2010 roku, krótko po tym zaczęli się spotykać, a po niespełna pół roku byli już małżeństwem. Zorganizowane przez Krisa romantyczne zaręczyny z pierścionkiem wartym ponad 2 mln $, można było zobaczyć w kolejnym reality-show z udziałem tej rodziny„Keeping up with Kardashians“ . Podobnie jak transmitowaną w telewizji ceremonię ślubną, śledzoną przez miliony amerykanów. Cały świat obiegały plotki co do wystroju miejsca ceremonii, świadków czy sukni panny młodej, która ostatecznie została zaprojektowana przez Verę Wang. I nie było by w tej hollywoodzkiej bajce nic niesamowitego gdyby nie fakt, że małżeństwo, które zostało zawarte po tak krótkim okresie znajomości, równie krótko trwało. Zostało zawarte w sierpniu 2011 roku, a już w październiku tego samego roku został złożony pozew rozwodowy. Jak wyliczyli, bardziej dociekliwi dziennikarze i paparazzo- małżeństwo trwało zaledwie 72 dni. Dla uzmysłowienia fanom koszykówki, „problemów“ o których mówię, wrzucam link z dość zabawnym filmikiem, pokazującym fragmencik z wakacji rodziny Kardashian w 2011,w tym z koszykarzami, którzy pokazują tu nieco inne oblicze niż to, do którego zwykły fan jest przyzwyczajony.
Kim-Kardashian-Kris-Humphries-kissing-1

http://www.youtube.com/watch?v=IoBpVnh493U

Mogłabym jeszcze tak godzinami analizować związki znanych i lubianych, ale w końcu to PROFESJONALNY blog, a poza tym nie mogę odbierać chłopakom roboty i chleba- w końcu życie studenckie nie należy do najłatwiejszych.

Miss Chatterbox

Fastbreak cz.XIX- Pierwsze wrażenia

Za nami już ponad trzy tygodnie rozgrywek sezonu regularnego, większość drużyn rozegrała już +/- 10 spotkań dlatego postanowiliśmy postawić pierwsze wnioski i oceny. Zarazem podkreślamy, że nasze opinie, jak to w dziennikarstwie sportowym bywa, nie są ostateczne i pod wpływem wielu czynników mogą się zmienić (np.: transfery, kontuzje, spadek formy itd).

KONFERENCJA WSCHODNIA:
– Washington Wizards (0-9): Czarodzieje bo bardzo obiecującym początku sezonu (dwa zacięte mecze z Celtics), wpadli w marazm i nie do tej pory pozostają bez zwycięstwa. Gra zespołu może się znacząco poprawić po powrocie do zdrowia Johna Walla oraz Nene (prawdopodobnie zagra już dzisiaj w nocy przeciwko Hawks).

Orlando Magics (3-7): Drużyna przeżywa trudny okres przebudowy, poczynając od GM, przez trenera i większość zawodników. Magicy od czasu do czasu mogą sprawiać niespodzianki, ale w większości przypadków będą łatwym rywalem do ogrania.

– Atlanta Hawks (5-4): Jastrzębie nie są już tą samą drużyną co rok temu, jednak nie składają broni i zapowiadają walkę o miejsce w najlepszej 8. Atlanta posiada bardzo zrównoważony skład, którego liderami są zawodnicy podkoszowi Josh Smith i Al Horford.

– Charlotte Bobcats (5-4): Rysie nie są już i raczej nie będą pośmiewiskiem ligi, ponieważ nowy, mający doświadczenie w pracy z młodzieżą, trener Mike Dunlap zbudował z grupy nieopierzonych indywidualności zespół, którego członkowie mogą sobie nawzajem zaufać.

– Detroit Pistons (2-9): Co można o nich napisać…zapowiada się ciekawa walka o najgorszy bilans końcowy i zwiększenie szans na nr 1 w drafcie 2013. Pistons od dłuższego czasu przeżywają kryzys i nic nie zapowiada żeby ten sezon był przełomowy w jego przezwyciężeniu. Trener Lawrence Frank siedzi na gorącym krześle.

– Cleveland Cavaliers (2-8): Przyznam się szczerze, że liczyłem na więcej, jednak liczby nie kłamią. Sytuację zespołu komplikuje miesięczna przerwa jednego z najlepszych rozgrywających w lidze Kyle Irvinga. Mimo wszystko liczę, że Kawalerzyści znajdą właściwy rytm gry i poprawią styl gry.

– Indiana Pacers (5-7): Grają dobrze, a byłoby jeszcze lepiej gdyby na parkiecie obecny był Danny Granger (kontuzja kolana). Swoje role dobrze spełniają David West, Roy Hibbert, Paul George oraz… McKayla Maroney, która skutecznie zachęca kibiców do odwiedzania hali Pacers (śr. 14 tyś widzów).

-Chicago Bulls (5-5): Tak jak się spodziewałem, liderem ofensywy Byków pod nieobecność Derricka Rose został jeden z najlepszych obrońców na pozycji SF, czyli Loul Deng. Bardzo słabo prezentuje się Carlos Boozer [KOGO TO DZIWI?-PB]. Drużynie z Wietrznego Miasta należy jednak dać jeszcze trochę czasu na dokręcenie wszystkich śrubek w defensywnej machinie.

– Milwaukee Bucks (6-3): Brandon Jennigs i Monta Ellis coraz lepiej się rozumieją, przez co lepiej funkcjonuje cały zespół. Koziołki muszą jednak popracować jeszcze nad defensywą- nie funkcjonuje ona najlepiej.

– Toronto Raptors (3-8): DeMar DeRozan powoli spłaca dług wdzięczności wobec właścicieli klubu, którzy postanowili przedłużyć jego debiutancki kontrakt (ok. 40 mln $ za następne 4 lata). Raptors wciąż poszukują zawodników, którzy potrafiliby stworzyć optymalny skład oraz czekają na rozwój młodych talentów.

– Boston Celtics (6-5): Stara Gwardia się nie podaję- póki co Celtowie przegrali z drużynami, które potencjalnie będą miały wyższe rozstawienie w Playoffs, pomimo tego liderzy zespołu: Pierce, Garnett i Rondo prezentują bardzo wysoką formę i możemy sobie tylko wyobrazić, co będzie, gdy włączą 5 bieg w czasie PO.

– Philadelphia 76ers (7-4): Podobnie jak w przypadku Pacers, prawdziwa siła 76ers objawi się po powrocie miłośnika gry w kręgle Andrew Bynuma. Jak na razie zespół z miasta Braterskiej Miłości gra solidnie, ale nie zachwyca.

– Brooklyn Nets (6-3): Kris Humphries chyba nie może się pozbierać po odejściu żony, Keith Bogans nie może się wstrzelić, Jay Z naprawdę ma „99 problems”… Porażka w sezonie regularnym z Miami i Lakers jeszcze niczego nie przesadzają, ale nie dałbym sobie obciąć ręki, że w PO będzie lepiej.

– Miami Heat (8-3): Mistrzowski zespół prezentuje się bardzo dobrze. Widać, że grają pod dużo mniejszą presją. Obok „wielkiej trójki” bardzo dobrze prezentują się Ray Allen, Shane Battier oraz Rashard Lewis. Kibiców Heat niepokoić może fakt, że wszystkie z trzech doznanych porażek były z najlepszymi obecnie zespołami ligi.

– New York Knicks (8-1): Bądź co bądź jest to największa niespodzianka początku sezonu. Knicksom najwidoczniej pasuje granie bez Amar’e Stoudemire, Jeremy’ego Lina oraz Mike D’ Antoniego. Warto zaznaczyć, że zespół z Wielkiego Jabłka znacząco poprawił swoją grę w defensywie oraz fakt powrotu do ligi Rasheeda Wallace, który po 2 sezonach emerytury wciąż pokazuje jak się gra w koszykówkę.

KONFERENCJA ZACHODNIA

Los Angeles Clippers (8-2)– jeśli ktoś 3 lata temu powiedziałby, że Clippers będą chociaż przez chwilę najmocniejszą ekipą w NBA, zostałby wyśmiany (New York Knicks mogą mieć lepszy bilans, ale to Clippers grają w tej cięższej części NBA). Ale jak na razie, to właśnie Chris Paul i przyjaciele są najgroźniejszą drużyną, pokonując niemal każdego na swojej drodze.

Memphis Grizzlies (8-2)– sytuacja niemal identyczna, jak u LAC- drużyna zdolna, miła dla oka, jednak raczej nikt nie przypuszczałby, że będą zajmowali czołowe miejsca w Konferencji. Jednak świetna gra Zacha Randolpha i filozofia ochrzczona przez Tony’ego Allena „Grit. Grind” zapewniły im zwycięstwa nad takimi mocnymi ekipami, jak NY Knicks, Oklahoma City Thunder czy mistrzowskich Miami Heat.

Los Angeles Lakers (6-5)– tym razem to Jeziorowcy pełnią rolę tej „brzydszej siostry” w Mieście Aniołów- po fatalnym, jak na skład i oczekiwania, starcie, zespół zdołał odrobić część strat do czołówki Zachodu i obecnie zajmuje szóste miejsce z bilansem 6 zwycięstw do 5 porażek.

New Orleans Hornets (3-6)– po świetnym starcie, zarówno zespołu, jak i poszczególnych zawodników (Greivis Vasquez, Al-Farouq Aminu), Szerszenie trochę przycichły. Na pewno byłoby lepiej, gdyby 2 najlepsi gracze zespołu (Anthony Davis i Eric Gordon) nie mieli problemów ze zdrowiem.

Sacramento Kings (2-8)– najgorsza drużyna tej części NBA… I jakoś nikogo to specjalnie nie dziwi. Wydaje się, że minęły dekady, odkąd Tyreke Evans zostawał najlepszym debiutantem na parkietach Ligii i jednym z 4 „rookies”, którym udało się w swoim pierwszym sezonie zdobyć średnią powyżej 20 punktów, 5 zbiórek i 5 asyst (pozostali: Oscar Robertson, Lebron James i taki jeden gościu o imieniu Michael…). Jasnym punktem zespołu pozostaje DeMarcus Cousins, który w lepszej drużynie miałby szansę na grę w Meczu Gwiazd (ponad 17 punktów i 10 zbiórek).

Houston Rockets – Bilans: 4-7. I bardzo dobrze! Na początku sezonu, po 2 meczach i niesamowitym występom Jamesa Hardena, wszyscy zaczęli się jarać Rockets, jacy to oni są świetni, jak to Jeremy Lin poprowadzi ich do pierwszych od 4 lat playoffów, a może i do pierwszego od niemal 20 lat mistrzostw. Tymczasem Lin już pokazał, że wcale takim bogiem koszykówki, jakim go media wykreowały, nie jest, a New York Knicks mogą się cieszyć, że nie zdecydowali się go zatrzymać u siebie.

Minnesota Timberwolves (5-4)– z ich wyniku akurat bardzo się cieszę, bo może w końcu ktoś doceni wkład trenera Ricka Adelmana (2 sezon z Leśnymi Wilkami), a nie będzie się rozpływać w zachwytach, jacy to Ricky Rubio i Kevin Love są cudowni. Andrei Kirilenko po powrocie z Euroligi (gdzie został MVP- Najbardziej Wartościowym Graczem) rozgrywa jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy, sezon w swojej karierze.

Oklahoma City Thunder (8-3)– mimo braku Jamesa Hardena, Kevin Durant i Russell Westbrook nadal utrzymują ten zespół w elicie NBA. Kevin Martin dobrze spisuje się w roli super rezerwowego. Dwaj debiutanci w OKC, Perry Jones III i Jeremy Lamb, nie pokazują na razie niczego specjalnego (ale też nie dostają od trenera zbyt wiele czasu, by móc coś pokazać)

Phoenix Suns (4-7)– Marcin Gortat jest świetny (3 bloki na mecz, dwukrotnie więcej niż rok temu). Ciekawe jest to, że jak grał ogony w Orlando Magic, polskie media więcej mówiły o nim, niż teraz, gdy jest (niemal) gwiazdą NBA.

Dallas Mavericks (6-6)– zaczęli bardzo dobrze, obecnie jest już gorzej. Na ich obronę, Dirk Nowitzki jeszcze nie zagrał w ani jednym meczu- jak wróci, „Rumakom” na pewno zacznie się grać zdecydowanie lepiej, i powrócą do rywalizacji na szczycie Konferencji Zachodniej.

Portland Trail Blazers (5-5)– jak na razie, Damian Lillard jest jednym obok Anthony’ego Davisa głównym faworytem do zdobycia nagrody dla Debiutanta Roku- w związku z tym, że Davis ma problemy z kostką, rozgrywający Portland może wysunąć się na prowadzenie w tym wyścig. Jak na razie nie dosięgła go „Blazer Curse”, więc ma powody do radości.

San Antonio Spurs (8-3)– niedoszli mistrzowie NBA 2012- przynajmniej według teorii spiskowej, że sędziowie gwizdali przeciwko Spurs w rywalizacji z Oklahomą City Thunder, by ułatwić zwycięstwo w Finale Miami Heat (i Lebronowi Jamesowi, który pozbył się tym samym łatki „King of No Ring”). Nie bez podstaw stawiani są jako wzór na budowę drużyny w tzw. small market teams- od 1997 roku (trener Gregg Popovich i wybrany z 1 numerem w drafcie Tim Duncan), Spurs są ciągle silni, i ciągle mogą zawalczyć o najważniejsze laury.

Fastbreak cz. XVIII- Legendy nie do ruszenia

Legendarne osobistości mają do siebie, że pamięć o nich potrafi przetrwać setki, a nawet tysiące lat oraz to, że cieszą się wśród zwykłych ludzi wielkim uznaniem i poważaniem. Również NBA posiada takie postaci, które swoją niesamowitą grą zasłużyły sobie na upamiętnienie poprzez odlanie ich podobizn w stali i postawienie pomników. W przypadku koszykówki osoby, które doznały tego zaszczytu są, na szczęście, żywymi legendami.
Wczorajszej nocy w Los Angeles miała miejsce bardzo wzruszająca uroczystość, której bohaterem był Kareem Abdul- Jabbar, gwiazda tamtejszych Lakers oraz Milwaukee Bucks, lider wszechczasów pod względem liczby zdobytych punktów- 38387, zdobywca 6 mistrzowskich tytułów (1 raz z Bucks, 5 razy z Lakers). Do historii ligi przeszedł również z powodu swojego, niesamowitego skyhooka (tzw. rzut hakiem) oraz charakterystycznych gogli.
Swoimi stalowymi podobiznami poszczycić się mogą także inni Jeziorowcy- Ervin Magic Johnson oraz Jerry West (pierwowzór dla loga NBA). [AMB- pewniakiem do kolejnego posągu przed Staples Center jest oczywiście Kobe Bean Bryant, i być może klub uhonoruje również Shaquille’a O’Neala, który swoje najlepsze lata spędzał właśnie w Mieście Aniołów].

Najbardziej znany jest jednak pomnik Jego Podniebności Michaela Jordana, który znajduję się przed głównym wejściem hali, w której święcił on największe sukcesy, czyli United Center w Chicago. Ciekawym faktem jest to, że statua te powstała już w 1994 roku w czasie pierwszej emerytury Jordana i po zdobyciu przez niego pierwszych 3 tytułów mistrza NBA.
Również kolega Hir Airness, Scottie Pippen doczekał się uhonorowania swoich zasług w zdobyciu 6 mistrzowskich tytułów dla organizacji Chicago Bulls i w 2011 odsłonił własną podobiznę.

Bardziej cierpliwi w stawianiu pomników są włodarze Boston Celtics, którzy do tej pory postawili tylko jedną statuę, upamiętniającą legendarnego trenera, generalnego menadżera oraz prezesa klubu- Reda Auerbacha, który zdobył 9 tytułów mistrzowskich jako trener oraz 7 kolejnych jako generalny menadżer lub prezes. Już wkrótce swój pomnik będzie mógł odsłonić jedenastokrotny mistrz NBA- Bill Russell.

Jeden z najpopularniejszych duetów w NBA i chyba najbardziej znane ofiary niejakiego Michała J., znanego pod pseudonim „Air Jordan”- John Stockton i Karl Malone, również zostali docenieni przez zarząd i kibiców z Utah Jazz i doczekali się własnych posągów przed Energy Solutions Arena. 

P.S. Szkoda, że nigdy nie doczekam się podobnego pomnika w Mościcach, choćby Wojtka Majchrzaka- gwiazdy tarnowskiej koszykówki, jeszcze bardziej jest mi szkoda tego, że miasto i klub pozwoliły umrzeć profesjonalnej koszykówce w moim mieście!

Trash Talk cz. XVI- Długie oczekiwanie…

Po długiej nieobecności na łamy WhyNotBasketball? powraca cykl „Trash Talk”, czyli koszykówka widziana zupełnie w niekonwencjonalny sposób, z lekkim przymrużeniem oka i dużą dawką humoru lub ironii (zależne od samopoczucia autora i poruszanego tematu).

Po długich miesiącach oczekiwania, pełnych emocji porównywalnych do oczekiwań związanych z ogłoszeniem wyników wyborów prezydenckich w USA lub premierą najnowszej hollywoodzkiej superprodukcji, doczekaliśmy się …profilu Pablo Prigioniego na stronie nba.com. Jest to najstarszy debiutant w historii ligi (35 lat); dotychczas był nim Horance Jenkins, który jako 29 latek podpisywał w 2004 roku kontrakt z Detroit Pistons. Biedny Argentyńczyk chyba jeszcze długo będzie musiał znosić pewnego rodzaju upokorzenia ze strony administratora strony nba.com, ponieważ wciąż nie możemy się dowiedzieć kiedy się urodził (17 III 1977 r.) oraz jakie statsty zdążył wykręcić w swoim debiutanckim sezonie (póki co: 1.0 ppg, 3.5 ast, 0.5 rpg w 2 spotkaniach).
Trudno domyślić się czym są spowodowane te zaniedbania, ale nasuwają mi się dwie koncepcje:
I) Strona nba.com ma braki kadrowe/niekompetentną kadrę- rodacy do pracy, pokażcie im skąd są najlepsi informatycy :)!
II) NBA chce dać Pablowi małego pstryczka w nos; „Widzisz synu marnotrawny- powiedział z troską w głosie ojczulek Stern- przez kilka lat swojej przyzwoitej kariery nie chciałeś grać w NBA? W takim razie, teraz Ty poczekasz na swój profil”.

O kontuzjach pisałem już na bardzo poważnie i nie nigdy w życiu nie zamierzam sobie z nich żartować. Czym innym jest ironizowanie z ludzkiej głupoty ;).
Kevin Love był do tej pory znany z tego, że świetnie zbiera piłki, punktuje, jest sympatycznym grajkiem i dobrym aktorem. Dlatego nie wiem, dlaczego akurat on tuż przed sezonem  zdecydował się robić pompki na pięściach? Przecież nie walczy na ringu, żeby mieć twarde jak stal pięści, a nie słyszałem do tej pory, żeby tego typu ćwiczenie miało jakiś wpływ na umiejętności koszykarskie. Cała zabawa w twardziela skończyła się złamaniem prawej, rzucającej dłoni i ponad 2 miesięczną absencją.
Kevinowi życzę szybkiego powrotu do sprawności i oleju w głowie na przyszłość.

Jak skutecznie zachęcić fanów do pójścia na mecz? Specjaliści od marketingu Indiany Pacers, doszli do wniosku, że wyraz grymasu na twarzy gwiazdy zespołu i młodej gimnastyczki (McKayla Maroney) i odpowiednie hasło zapełnią trybuny Bankers Life Fieldhouse.  [AMB: Kuba miał widocznie to szczęście ominąć tą całą furorę, jaką McKayla wywołała w internecie podczas IO… good for him]

W świecie koszykarskim zapanowała moda na fryzurę „afro”. W ślady centra Philadelphia 76ers, Andrew Bynuma poszła zawodniczka Arizona Wildcats (NCAA), urocza Cheylene Harper.

A na koniec sobie ponarzekam, gdybym wcześniej był mniej grymaśny. Cytując mądrość ludową z rodzinnych okolic redakcyjnego kolegi [OK, nie wiedziałem, że pochodzę z Georgii]”Nie naprawia się tego, co nie jest zepsute”. W związku z tym nie mogę zrozumieć dlaczego postanowiono zmienić wygląd i funkcjonalność strony głównej nba.com (chyba jestem już w tym wieku gdy każda zmiana denerwuje :P)?!

P.S. Na prośbę mojego dalekiego kuzyna z Gujany Francuskiej, zawodnika Washington Wizards, Kevina Seraphina, zaprezentuje jego najnowszy tatuaż. Nawiązując do naszego nazwiska Kevin postanowił sobie wydziergać Anioła Serafina, prawda że piękny? Od razu uprzedzam pytania- nie mam (jeszcze) takiego tatuażu.

Fastbreak cz. XVII- Długi weekend z NBA

Korzystając z dobrodziejstw długiego zniczowo-halloweenowego weekendu, poświęcam jak najwięcej ze swojego wolnego czasu, aby być na bieżąco z wydarzeniami NBA.

W swoim ostatnim artykule Andrzej wspomniał o kiepskim pierwszym występie Austin Riversa; w swoim drugim meczu zawodnik ten nie zrobił nic specjalnego, oprócz… znokautowania kolegi z własnej drużyny. Gdy w czasie jednej z akcji II kwarty Paul Millsap wchodził dwutaktem na kosz Hornets, Anthony Davis próbował się ustawić tak, żeby złapać gracza Utah na faul ofensywny. Jednak przeszkodził mu w tym właśnie Rivers, który dziwnym sposobem przy próbie zablokowania Millsapa, wpadł na kolegę z drużyny i uderzył go łokciem w kość skroniową. Anthony Davis ma podejrzenie wstrząśnienia mózgu i w związku z tym nie udał się razem z drużyną na mecz do Chicago.
A. Davis dostał w łeb- filmik.
Charlotte Bobcats rozpoczęli nowy sezon od wygranej z Pacers. Złośliwiec napisałby- niech cieszą się, póki mogą. Najgorsza drużyna poprzedniego sezonu dzięki temu zwycięstwu przerwała czarną serię porażek trwającą od marca. Bobcats, jak to stwierdził Michael Jordan, stawiają na rozwój młodych talentów wspieranych przez bardziej doświadczonych graczy takich jak Ben Gordon i Brendan Haywood.
Charlotte wygrali tylko dlatego, że z czystej pozycji rzutu za 3 nie wykorzystał nowo pozyskany zawodnik Pacers, D.J. Augustin, grający ostatnio w… Bobcats!

Bardzo dobrze weszli w sezon Magicy z Florydy- zespół po gruntownej przebudowie pokonał wczoraj zdecydowanie faworyzowanych Denver Nuggets (102-89). Drużynę do zwycięstwa poprowadzili Glen Davis (29 pkt, 10 zb.) oraz J.J. Redick (21 pkt, 3/4 za 3 pkt).

Nieco gorzej radzą sobie Los Angeles Lakers, którzy przegrali już 3 mecz w sezonie. Pomimo fantastycznej postawy Kobego Bryanta (40 pkt) Jeziorowcy musieli uznać uznać wyższość rywali zza miedzy. Kibicom Lakers radzę nie martwić się na zapas, kiedy tylko trener dokręci wszystkie trybiki w swojej maszynce to będą oni nie do zatrzymania (znowu użyje mądrości ludowej- „nie od razu Kraków zbudowano”).

Kolejny genialny występ zaliczył brodacz z Houston (James Harden)- tym razem zdobył on 45 pkt przy bardzo dobrej skuteczności z gry, jak i linii rzutów osobistych (odpowiednio: 14/19 oraz 15/17). „Brodatej Rakiecie” w zwycięstwie nad Atlantą pomogli Jeremy Lin (21 pkt, 7 ast) oraz Omer Asik (19 zb.). Coraz więcej ekspertów i niezwykłych fanów NBA (zwykli fani są w T-Mobile Ekstraklasie :P) zastanawia się, co mogą osiągnąć w tym sezonie Rockets z tak grającym Jamesem Hardenem.
[Jay Busbee z Ball Don’t Lie trochę zaszalał, nazywając duet Harden-Jeremy Lin najlepszym duetem zawodników obwodowych w NBA… jednak ja bym poczekał z tą euforią- czeka ich jeszcze 80 gier w sezonie zasadniczym, wszystko się może zdarzyć- AMB].

Z kolei Marcin Gortat przyczynił się do wygranej swojej drużyny z Detroit Pistons (92-89), rozegrał on świetny mecz po obydwóch stronach parkietu (16 pkt, 16 zb i 3 blk). Może dzięki tak dobrej postawie Marcin zyska uznanie w oczach trenerów i dostanie się jako rezerwowy center drużyny Zachodu na Mecz Gwiazd NBA?

Po głośnej aferze ze światowej sławy kolarzem Lancem Amstrongiem, Światowa Agnecja Antydopingowa (WADA) zwróciła uwagę na luki w programie antydopingowym stosowanym przez NBA. Póki co nie zanosi się, aby WADA miała przeprowadzać kontrole w lidze i poszczególnych zespołach. Tak samo nie spodziewałbym się, aby samo NBA zaproponowało znaczące zmiany w wykrywaniu dopingu w organizmie zawodników, gdyż takie kontrole z pewnością doprowadziłyby do protestu NBAPA (związek zawodowy zawodników) podobnego jaki przeprowadzili zawodnicy NFL w obawie przed kontrolą dopingową w ich lidze. [ABM- sam Derrick Rose, gwiazda Chicago Bulls, ocenił kiedyś problem dopingu w NBA na 7 w 10-stopniowej skali… po czym parę tygodni później zaprzeczał swoim własnym słowom.]

Mark Cuban, właściciel Dallas Mavericks, podarował w imieniu drużyny oraz telewizji AXS (której jest współwłaścicielem) 1 milion $ na rzecz ofiar huraganu Sandy.

P.S. Z chęcią napisałbym coś o meczu, który odbył się w Madison Square Garden (New York Knicks- Miami Heat), ale mój redakcyjny kolega jeszcze nie obejrzał powtórki, więc nie będę mu psuł zabawy!

Ten pierwszy raz…

Już 2 dni gry za nami i większość drużyn dostała okazję do zaprezentowania swoich umiejętności. Jednak zamiast skupiać się na całych zespołach, zwróćmy nasze oczy w kierunku tych, którzy na parkietach NBA stawiali swe pierwsze (pomijając ligę letnią/ mecze pokazowe/ sparingi przed sezonem) kroki:


Oczywiście, najbardziej oczekiwanym debiutem był występ „The Brow”- Anthony Davis, nr. 1 Draftu NBA 2012, członek tegorocznych „złotek” Mike’a Krzyżewskiego zaprezentował się świetnie przeciwko San Antonio Spurs- 21 punktów, 7 zbiórek, blok i przechwyt. New Orleans Hornets ewidentnie zabrakło jednak Erica Gordona. W jego buty wejść musiał inny pierwszoroczniak, Austin Rivers, który niestety nie pokazał się z równie dobrej strony, co Davis, co chwila wymuszając rzuty i lekkomyślnie tracąc piłkę przy paru okazjach. Patrząc jednak na dobrą stronę medalu- kontuzja Gordona umożliwi Riversowi dużo czasu gry i okazji, by mógł rozwinąć skrzydła i przypomnieć, dlaczego kiedyś był uważany za kandydata na gwiazdę w NBA.

Solidny występ w pierwszym meczu zaliczył grający dla Toronto Raptors Litwin Jonas Valunciunas– przez 23 minuty gry zanotował double-double (12 punktów i 10 zbiórek) i raz zablokował rzut. Raptors, jak to Raptors (nie bez powodu nazywani przez złośliwych „Craptors”), spotkanie przegrali, ale z dynamicznym rozgrywającym Kylem Lowrym (21 punktów, 8 asyst, 7 zbiórek, 5 przechwytów) przy piłce i skocznym Valunciunasem kibice z Toronto mogą przynajmniej liczyć na to, że w Air Canada Centre nudą już nie powieje.

Bardzo miło swój debiut w NBA na pewno będzie wspominał Kyle Singler z Detroit Pistons. Jest to rookie z uczelni Duke, który został wybrany przez Tłoki w drafcie 2011 roku, jednak z powodu lokautu (odejdź i nie wracaj już nigdy!) postanowił przenieść swoje talenty do Hiszpanii, gdzie między innymi pomógł Realowi Madryt w zdobyciu Pucharu Króla. Po ostatnim sezonie zdecydował się na powrót do USA i podpisał kontrakt z Detroit. Wczorajszej nocy zaliczył bardzo solidny występ, 10 pkt w 16 min, w tym 2/2 za 3 pkt). Singler zapewne będzie mocnym punktem ławki drużyny Motown.
Pochwały należą się również Damianowi Lillardowi z Portland Trail Blazers, który już w Summer League elektryzował publiczność i ekspertów swoją grą. W czasie swojego pierwszego profesjonalnego spotkania, wygranej z samymi Lakers, udowodnił, że będzie się liczył w wyścigu o nagrodę Rookie of the Year.

Jak to już w życiu bywa, niektórzy mają swoje wzloty, a inni mniejsze lub większe upadki. Swojego pierwszego spotkania w najlepszej lidze koszykówki na pewno dobrze nie zapamięta Thomas Robinson z Sacramento Kings. Absolwent uczelni Kansas zderzył się z bardzo twardymi (defensywa Bulls) realiami NBA i z pokorą musiał przyjąć niecelne rzuty (w tym jeden nieudany wsad), straty i bloki, a przede wszystkim porażkę swojego zespołu. Jak to dobrze określił komentujący to spotkanie Stacey King- „It’s a big boy basketball!”.
Miejmy nadzieję, że w myśl mądrości ludowej „pierwsze koty za płoty”, pierwszoroczniacy, których debiuty nie zachwyciły, pokonają tremę i zaprezentują już wkrótce pełnie swoich możliwości- bądź co bądź to ponoć jeden z  najsilniejszy naborów do ligi w historii.

Dzisiaj natomiast, wyjątkowo jak na NBA, zobaczymy tylko jeden mecz- powtórkę z Finałów Konferencji Zachodniej, San Antonio Spurs grających przeciwko Oklahoma City Thunder. Poza oczywistymi względami (starcie na szczycie, pojedynek Tony Parker-Russell Westbrook czy niezawodni Kevin Durant i Tim Duncan) warto będzie zwrócić uwagę na debiutantów- po stronie Thunder będzie dwóch wartych szczególnej uwagi- Jeremy Lamb (pozyskany kilka dni temu za Jamesa Hardena w wymianie z Houston Rockets) i Percy Jones III, który wg. wielu ekspertów może stanowić istotną rolę w rotacji podkoszowej Oklahomy. Czy zabłysną, jak Davis i Lillard, czy zderzą się z brutalnymi realiami NBA(jak Rivers i Robinson), dowiemy się już o 2:30!

Należy dodać, że drugie z planowanych na dzisiaj spotkań, czyli derby Nowego Jorku, zostało przełożone na 26 listopada. Powodem tego było przejście nad wschodnim wybrzeżem USA huraganu Sandy, który spowodował ogromne zniszczenia na terenie m.in miasta Nowy Jork.
Jak zwykle w takich sytuacjach, do pomocy ofiarom tego straszliwego kataklizmu włączyła się, wspólnie z amerykańskim Czerwonym Krzyżem, organizacja charytatywna NBA Cares!

Nadchodzący sezon najlepszej ligi koszykówki na świecie zapowiada się niezwykle interesująco, czeka nas 8 miesięcy zaciętej rywalizacji. Gdybym w tej chwili miał odpowiedzieć na pytanie, kto zostanie mistrzem NBA, odpowiedziałbym szczerze, że nie wiem, ponieważ obecnie w lidze jest kilka drużyn, które mają realne szanse na walkę o najwyższy cel.  W swoim tekście postaram się przedstawić najciekawsze transfery, które w założeniu generalnych menadżerów, trenerów i właścicieli mają zbliżyć ich drużyny do osiągnięcia jak najlepszych rezultatów.

Los Angeles Lakers– są drużyną, która lubi być w centrum zainteresowania i która zawsze mierzy wysoko. W tegorocznym offseason podpisali kontrakt z jednym z najlepszych w historii ligi rozgrywających, Stevem Nashem. Jednak najgłośniej komentowanym wydarzeniem w całej lidze była wymiana jakiej dokonali Jeziorowcy z Orlando Magic, Philadelphia 76ers i Denver Nuggets. Jej rezultatem jest pozyskanie, tu znowu się powtórzę  jednego z najlepszych centrów w historii ligi, Dwighta Howarda. Dodatkowo, Lakersom udało się nie stracić w tej wymianie Pau Gasola, przez co drużyna ta będzie piekielnie silna.

Orlando Magic– stracili swoją gwiazdę, która była fundamentem tej organizacji; razem z nim pracę stracili trener Stan van Gundy oraz generalny menadżer Otis Smith. Obecnie jest to drużyna na etapie gruntownej przebudowy.

Denver Nuggets- już rok temu pokazali, że stać ich na wiele. W tym sezonie mogą sporo namieszać w czołówce Konferencji Zachodniej, może im w tym pomóc pozyskany w czterostronnej wymianie (patrz wyżej) Andre Iguodala.

Philadelphia 76ers– ostatni uczestnik wymiany, drużyna z Miasta Braterskiej Miłości uzyskała bardzo dobrego centra Andrew Bynuma oraz Jasona Richardsona. Dodatkowo zakontraktowała m.in.  Dorrella Wrighta i Nicka Younga. 76ers z sezonu na sezon czynią coraz większe postępy. Interesujące jest, co zaprezentują w tym sezonie.
Boston Celtics– stara, dobra „wielka trójka” przestała istnieć za sprawą odejścia do Miami Raya Allena (wiele osób ten ruch może nie zdziwić, ponieważ Sugar Ray był wielokrotnie wymieniany jako uczestnik potencjalnych wymian); z zespołem Celtów pożegnał się również leciwy center Jermaine O’Neal. Bostończycy aby załatać te luki pozyskali, równie dobrego strzelca, jakim jest Jason Terry, Courtneya Lee oraz słynny nr 2 Draftu z 2003 roku, czyli Darko Milica.

Miami Heat– obrońcy mistrzowskiego tytułu zdobyli specjalistę rzutów za 3 punkty- Raya Allena oraz doświadczonego silnego skrzydłowego Rasharda Lewisa. Miami według wielu specjalistów (przyznam się, że nie ma mnie wśród nich) są głównym kandydatem do mistrzostwa NBA- może tak być, ponieważ doszlifowali oni obecny skład, a przede wszystkim dlatego, że LeBron James nie będzie obciążony pościgiem za upragnionym pierścieniem (tym samym skończyła się era żartów z LeBrona bez tytułu mistrzowskiego).

Brooklyn Nets (do niedawna New Jersey)– ekipa Jaya Z i rosyjskiego milionera od dawna ogłasza swoje mistrzowskie aspiracje. W tym roku jako cel główny postawili sobie sprowadzenie Dwighta Howarda… co nie za bardzo im wyszło. Za to pozyskali Keitha Bogansa oraz jednego z najbardziej przepłaconych zawodników ligi, Joe Johnsona. Na mistrzostwo jest jeszcze za wcześnie, jednak Nets będą silną ekipą na wschodzie [na to też jest jeszcze za wcześnie- co najwyżej Nets nie będą taką tragiczną ekipą, jak rok temu-AMB].

Dallas Mavericks– starzy rewolwerowcy, aby nie wypaść z gry po odejściu Jasona Terryego oraz Jasona Kidda (bardzo głośne przejście do New York Knicks) postanowili nieco odmłodzić skład pozyskując nowego rzucającego obrońcę- O.J. Mayo, nowego rozgrywającego Darrena Collinsona. Jednak żeby zbytnio nie obniżyć średniej wieku, podpisali kontrakty z Eltonem Brandem i Chrisem Kamanem [kolega z reprezentacji Niemiec gwiazdy zespołu, Dirka Nowitzkiego] .
Co się tyczy innych rewolwerowców, San Antonio Spurs postawili na stabilność i dodali do składu tylko francuskiego rozgrywającego Nando De Colo (czyżby następca Tony’ego Parkera?).

Los Angeles Cllipers– rok temu to oni skradli show swoim sąsiadom zza między, ściągając Chrisa Paula. W te wakacje pozostali jednak w cieniu Lakers i dokonali „cichych” transferów- Jamal Crawford, Ronny Turiaf, Grant Hill, Matt Barnes i Lamar Odom. Tym samym postawili na doświadczenie i ciągły postęp swoich młodych gwiazd.

Phoenix Suns– piszę o nich z powodu naszego jedynaka w NBA oraz ponieważ ciekawi mnie jak sobie poradzą jako drużyna, która straciła swoich liderów i mentorów, którymi niewątpliwie byli Steve Nash i Grant Hill. Pamiętajmy, że o Marcinie zrobiło się głośno, poniekąd, dzięki świetnym podaniom Nasha. Do drużyny doszli rozgrywający Goran Dragic, silni skrzydłowi Louis Scola i Michael Beasley oraz center Jeremaine O’Neil.

Minnesota Timberwolves– BRANDON ROY wrócił z nowymi kolanami! Zdrowia chłopie! [i reszcie składu Timberwolves również życzymy wszystkiego najlepszego- Kevinie Love, nie rób już więcej pompek na pięściach, a Ricardo Rubio i Vives niech lepiej na przyszłość trzyma się z daleka od Kobego Bryanta…]

Chicago Bulls– Byki były znane z bardzo zgranej i silnej ławki rezerwowych (tzw. Bench Mob), jednak w obliczu kontuzji Derricka Rose’a, zarząd drużyny postanowił dokonać znaczących zmian. Po pierwsze, nie wyrównał oferty jaką złożyli Houston Rockets Omerowi Asikowi (3 lata za 25 mln $), następnie nie skorzystał z opcji przedłużenia kontraktu z Ronniem Brewerem i C.J. Watsonem,wymienił Kyle Korvera (do Atlany Hawks, w zamian za gotówkę i wyór w II rundzie draftu) oraz nie zaproponował nowych umów Johnowi III Lucasowi oraz Brianowi Scalabrinie (odszedł na emeryturę). Z kolei do drużyny doszli Marco Belinelli, Nate Robinson, Kirk Hinrich, Vladimir Radmanovic i Nazr Mohammed. Czy trenerowi Thibsowi uda się z tych zawodników uczynić drugi Bench Mob i czy drużyna po powrocie Rose będzie w stanie podjąć walkę w playoffach?

Wszystkim czytelnikom WhyNotBasketball życzę udanego 67 sezonu NBA!

To już TEN czas! W momencie, gdy do snu zimowego szykują się niedźwiedzie, a liczne gatunki ptaków opuszczają Polskę na rzecz cieplejszych krajów, my, niczym feniks z popiołów, wracamy do życia! Już o 1 w nocy, wraz z inauguracyjnym meczem Miami Heat-Boston Celtics, wystartuje kolejny (już 67.) sezon NBA! Wraz z nim, powrócą Wasi ukochani reporterzy, świadomi swej nadprzyrodzonej siły Mungo, Kobe i PiBi, którzy postanowili poświęcić życie walce ze złem i występkiem (czyt. niezdrowej dominacji w Polsce piłki nożnej i tego drugiego sportu, w którym aktualnie jesteśmy dobrzy)!

Dobra, dość wykrzyknień, mojego lania wody i nawiązań do kreskówek z dzieciństwa, których i tak nikt by nie wyłapał… Dużo się wydarzyło przez ostatnie 3 miesiące (nie, największe sieci telekomunikacyjne [UPC, Netia, Vectra, you name it…] nadal nie zapewniają usługi w centrum Krakowa). Zatem, w jak najbardziej możliwym dla mnie skrócie (czyli prawdopodobnie z wieloma wtrąceniami, przydługimi zdaniami, linkami, w które nikt nie klika i nieśmiesznymi żartami), co się wydarzyło minionego lata:

– Los Angeles Lakers dopięli swego- 2 gwiazdy (Steve Nash i Dwight Howard) za cenę jednej (Andrew Bynum) i Ramona Sessionsa (oj Ramon, Ramon…, myślałeś, że jesteś jedyną opcją Lakers na rozgrywającego i chciałeś otrzymać więcej pieniędzy… skończyłeś jako rezerwowy w najsłabszej drużynie historii, podczas gdy to Steve Nash będzie błyszczeć w stacjach TNT i ESPN).

-David Stern odchodzi! Gdyby decyzję o przejściu na emeryturę ogłosił jakieś trzy tygodnie wcześniej, byłbym bogatszy o flaszkę wódki. W 2014 (wtedy, 1 lutego, Sterna zastąpi jego prawa ręka, Adam Silver) minie 30 lat, odkąd objął stery nad NBA…  http://www.forbes.com/sites/tomvanriper/2012/10/25/the-next-commissioner-adam-silver-strikes-nba-gold/

-Niestety, mimo wielkim oczekiwaniom, moim faworytom Nigeryjczykom (Ikechukwu Somtochukwu Diogu!) nie udało się zdobyć złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Zaszczyt ten przypadł w udziale reprezentacji Stanów Zjednoczonych, którzy po zaciętej walce zmusili Hiszpanów do zadowolenia się srebrem. Niestety, na podium zabrakło brązowych medalistów z Pekinu- Argentyny, i to Rosjanie zajęli trzecie miejsce.

Można by jeszcze pisać godzinami- o ostatniej wymianie między Oklahoma City Thunder a Houston Rockets (Mistrzowie Konferencji Zachodniej pożegnali się ze swoim trzecim najlepszym graczem, synem Mr. T z „Drużyny A”); o tym, jak w najbliższym sezonie poradzą sobie debiutanci (a oczekiwania względem tego rocznika są spore), czy chociażby o naszym „rodzynku” (uwielbiam to określenie) Marcinie Gortacie i jak poradzi sobie w Phoenix bez asyst Steve’a Nasha. Jednak jak na pierwszy raz po przerwie wystarczy, a sezon na pewno da nam jeszcze sporo okazji, żeby podzielić się z Wami historiami, w jakie obfituje NBA.

I mam nadzieję, że nasz pierwszy comeback uda się nam co najmniej tak dobrze, jak Michaelowi Jordanowi

Dzisiejszej nocy odbył się w NBA nabór nowych zawodników, jacy będą mogli od przyszłego sezonu dołączyć do Ligi. Niestety, mimo zgłoszenia do draftu aż czterech Polaków: Olek Czyż, Jakub Parzeński(aczkolwiek ten kandydat zrezygnował z akcesu w drafcie po wcześniejszym zgłoszeniu się), Jakub Serafin i Kobe Banaś, żaden z nich nie został ostatecznie wybrany…

Jak wygląda nabór do NBA: 30 drużyn wybiera spośród zgłoszonych kandydatów (warunki: skończone 19 lat, przynajmniej rok kariery akademickiej w przypadku graczy amerykańskich [wyjątkiem jest tutaj Brandon Jennings, który po szkole średniej przez rok grał zawodowo w Lottomatice Roma]) 60 szczęśliwców (2 rundy po 30 zawodników), jacy mają szansę zagrania w NBA, jednak nie oznacza to, że tak będzie- drużyny mogą nie chcieć podpisać kontraktu z danym zawodnikiem, lub zawodnik sam może zdecydować się, np. pozostać w Europie(jak Ricky Rubio, który po wybraniu z 5 numerem Draftu w 2009 przez 2 lata grał w rodzinnej Katalonii). Należałoby też zaznaczyć, że nawet Ci, którzy nie zostają wybrani w drafcie, mają szansę na zaistnienie w NBA- fenomen Jeremy’ego Lina czy przypadek Wesleya Matthewsa (który po swoim debiutanckim sezonie w Utah Jazz podpisał z Portland Trail Blazers bardziej lukratywny kontrakt niż ten, na jaki mógłby sobie pozwolić, gdyby został wybrany w drafcie!) potwierdzają to, więc Kuba- jest dla Nas jeszcze szansa!

Zatem, folks, szybkie i podsumowanie tegorocznego draftu:

Zaskoczenia nie było- Anthony Davis, najlepszy gracz i mistrz NCAAB, został wybrany z pierwszym numerem w drafcie przez New Orleans Hornets. Świetny obrońca, jednak musi popracować nad wachlarzem swoich umiejęstności ofensywnych, których nie brakuje kolejnemu wyborowi „Szerszeni”- Austinowi Riversowi (#10 pick). Syn trenera Boston Celtics jeszcze nie tak dawno temu był typowany, by zostać wybrany z numerem pierwszym, jednak przez ostatni rok stracił trochę w oczach skautów i ostatecznie dane mu było trafić do Luizjany, gdzie powinien zostać solidnym zmiennikiem dla Erica Gordona (jeżeli ten nie odejdzie w lecie do innego klubu). Po roku przerwy, Hornets wracają do playoffów.

Z numerem drugim, do Charlotte Bobcats, wybrany został Michael Kidd-Gilchrist, do niedawna kolega Davisa z mistrzowskich Kentucky Wildcats. Powinien zapewnić solidne wsparcie w defensywie dla ekipy, która w minionym właśnie sezonie zdobyła niezbyt chlubne miano najgorszej drużyny w historii.

Z numerem 3 do Washington Wizards poszedł Bradley Beal, rzucający obrońca, jakiego chciałoby mieć u siebie większość menadżerów NBA. Były koszykarz Florida Gators będzie tworzył dynamiczny i ciekawy duet z Johnem Wallem, jednak na razie nadal jest to zbyt mało, żeby drużyna ze stolicy USA zawojowała coś w Konferencji Wschodniej [JS- nie zapominaj o moim kuzynie, Kevinie Seraphin oraz ceskych basketballistach].

Również na gracza obwodowego zdecydowali się Cleveland Cavaliers, wybierając grającego jeszcze do niedawna dla Syracuse Orange Diona Waitersa (#4). Oprócz niego, do Kyriego Irvinga dołączy wybrany przez Dallas, przehandlowany następnie do drużyny z Ohio Tyler Zeller (#17).

Z numerem piątym Sacramento Kings wybrali Thomasa Robinsona, ulubieńca fanów Kansas Jayhawks i wicemistrza NCAA. Ciekawe jest, co teraz będzie się działo z ekipą „Króli”- mają trzech utalentowanych młodych graczy: T-Rob, Demarcus Cousins i Tyreke Evans, jednak między tymi dwoma ostatnimi pojawiały się już zgrzyty, i być może włodarze klubu z Sacramento zdecydują się rozstać z jednym z nich.

Inne ciekawe wybory:

– Z numerem 21 Boston Celtics wybrali Jared Sullingera. Jeszcze do niedawna typowany do Top10 draftu, ostatecznie gracz Ohio State trafił właśnie do Massachusetts, którym dodatkowa para rąk w „trumnie” przyda się zawsze [JS- który stracił przez swoje potencjalne problemy z plecami] .

– Oklahoma City Thunder z numerem 28 pozyskali Percy’ego Jonesa III. Stosując metodę „kopiuj/wklej”- do niedawna typowany jako jeden z najlepszych graczy w tej klasie draftu, został członkiem Grzmotów z Oklahomy. Mistrzów Konferencji Zachodniej. Kevina Duranta, Russella Westbrooka, Jamesa Hardena, Serge’a Ibaki. No i teraz jeszcze Jonesa, który (jeżeli rzekome problemy zdrowotne nie utrudnią mu kariery) pomoże Thunder w ich celu, którego w poprzednim sezonie byli tak blisko- mistrzostwa NBA.

Kolejność, z jaką wybierano kolejnych graczy w drafcie NBA 2012:

1. Anthony Davis, PF, (New Orleans Hornets)
2. Mike Kidd-Gilchrist, SF, (Charlotte Bobcats)
3. Bradley Beal, SG, (Washington Wizards)
4. Dion Waiters, SG, (Cleveland Cavaliers)
5. Thomas Robinson, PF, (Sacramento Kings)
6. Damian Lillard, PG, (Portland Trail Blazers)
7. Harrison Barnes, SF, (Golden State Warriors)
8. Terrence Ross, SG, (Toronto Raptors)
9. Andre Drummond, C, (Detroit Pistons)
10. Austin Rivers, SG, (New Orleans Hornets)
11. Meyers Leonard, C, (Portland Trail Blazers)
12. Jeremy Lamb, SG, (Houston Rockets)
13. Kendall Marshall, PG, (Phoenix Suns)
14. John Henson, PF (Milwaukee Bucks)
15. Moe Harkless, SF,  (Philadelphia 76ers)
16. Royce White, SF, (Houston Rockets)
17. Tyler Zeller, C, (Cleveland Cavaliers od Dallas Mavericks)
18. Terrence Jones, PF, (Houston Rockets)
19. Andrew Nicholson, PF, (Orlando Magic)
20. Evan Fournier, SG, (Denver Nuggets)
21. Jared Sullinger, PF, (Boston Celtics)
22. Fab Melo, C, (Boston Celtics)
23. John Jenkins, SG, (Atlanta Hawks)
24. Jared Cunningham, SG, (Dallas Mavericks od Cleveland Cavaliers)
25. Tony Wroten Jr, PG, (Memphis Grizzlies)
26. Miles Plumlee, PG, (Indiana Pacers)
27. Arnett Moultrie, PF, (Philadelphia 76ers od Miami Heat)
28. Perry Jones III, PF, (Oklahoma City Thunder)
29. Marquis Teague, PG, (Chicago Bulls)
30. Festus Ezeli, C, (Golden State Warriors)

31. Jeff Taylor (Charlotte Bobcats)

32. Tomas Satoransky (Washington Wizards)
33. Bernard James (Dallas Mavericks od Cleveland Cavaliers)
34. Jae Crowder (Dallas Mavericks od Cleveland Cavaliers)
35. Draymond Green (Golden State Warriors)
36. Orlando Johnson (Indiana Pacers od Sacramento Kings)
37. Quincy Acy (Toronto Raptors)
38. Quincy Miller (Denver Nuggets)
39. Khris Middleton (Detroit Pistons)
40. Will Barton (Portland Trail Blazers)
41. Tyshawn Taylor (Brooklyn Nets od Portland Trail Blazers)
42. Doron Lamb (Milwaukee Bucks)
43. Mike Scott (Atlanta Hawks)
44. Kim English (Detroit Pistons)
45. Justin Hamilton (Miami Heat od Philadelphia 76ers)
46. Darius Miller (New Orleans Hornets)
47. Kevin Murphy (Utah Jazz)
48. Kostas Papanikolau (New York Knicks)
49. Kyle O’Quinn (Orlando Magic)
50. Izzet Turkyilmaz (Denver Nuggets)
51. Kris Joseph (Boston Celtics)
52. Ognjen Kuzmic (Golden State Warriors)
53. Furkan Aldemir (Los Angeles Clippers)
54. Tornike Szengelija (Brooklyn Nets od Philadelphia 76ers)
55. Dave Johnson-Odom (Los Angeles Lakers od Dallas Mavericks)
56. Tomislav Zubcic (Toronto Raptors)
57. Ilken Karaman (Brooklyn Nets)
58. Robbie Hummel (Minnesota Timberwolves)
59. Marcus Denmon (San Antonio Spurs)
60. Robert Sacre (Los Angeles Lakers)

%d blogerów lubi to: