Już 2 dni gry za nami i większość drużyn dostała okazję do zaprezentowania swoich umiejętności. Jednak zamiast skupiać się na całych zespołach, zwróćmy nasze oczy w kierunku tych, którzy na parkietach NBA stawiali swe pierwsze (pomijając ligę letnią/ mecze pokazowe/ sparingi przed sezonem) kroki:


Oczywiście, najbardziej oczekiwanym debiutem był występ „The Brow”- Anthony Davis, nr. 1 Draftu NBA 2012, członek tegorocznych „złotek” Mike’a Krzyżewskiego zaprezentował się świetnie przeciwko San Antonio Spurs- 21 punktów, 7 zbiórek, blok i przechwyt. New Orleans Hornets ewidentnie zabrakło jednak Erica Gordona. W jego buty wejść musiał inny pierwszoroczniak, Austin Rivers, który niestety nie pokazał się z równie dobrej strony, co Davis, co chwila wymuszając rzuty i lekkomyślnie tracąc piłkę przy paru okazjach. Patrząc jednak na dobrą stronę medalu- kontuzja Gordona umożliwi Riversowi dużo czasu gry i okazji, by mógł rozwinąć skrzydła i przypomnieć, dlaczego kiedyś był uważany za kandydata na gwiazdę w NBA.

Solidny występ w pierwszym meczu zaliczył grający dla Toronto Raptors Litwin Jonas Valunciunas– przez 23 minuty gry zanotował double-double (12 punktów i 10 zbiórek) i raz zablokował rzut. Raptors, jak to Raptors (nie bez powodu nazywani przez złośliwych „Craptors”), spotkanie przegrali, ale z dynamicznym rozgrywającym Kylem Lowrym (21 punktów, 8 asyst, 7 zbiórek, 5 przechwytów) przy piłce i skocznym Valunciunasem kibice z Toronto mogą przynajmniej liczyć na to, że w Air Canada Centre nudą już nie powieje.

Bardzo miło swój debiut w NBA na pewno będzie wspominał Kyle Singler z Detroit Pistons. Jest to rookie z uczelni Duke, który został wybrany przez Tłoki w drafcie 2011 roku, jednak z powodu lokautu (odejdź i nie wracaj już nigdy!) postanowił przenieść swoje talenty do Hiszpanii, gdzie między innymi pomógł Realowi Madryt w zdobyciu Pucharu Króla. Po ostatnim sezonie zdecydował się na powrót do USA i podpisał kontrakt z Detroit. Wczorajszej nocy zaliczył bardzo solidny występ, 10 pkt w 16 min, w tym 2/2 za 3 pkt). Singler zapewne będzie mocnym punktem ławki drużyny Motown.
Pochwały należą się również Damianowi Lillardowi z Portland Trail Blazers, który już w Summer League elektryzował publiczność i ekspertów swoją grą. W czasie swojego pierwszego profesjonalnego spotkania, wygranej z samymi Lakers, udowodnił, że będzie się liczył w wyścigu o nagrodę Rookie of the Year.

Jak to już w życiu bywa, niektórzy mają swoje wzloty, a inni mniejsze lub większe upadki. Swojego pierwszego spotkania w najlepszej lidze koszykówki na pewno dobrze nie zapamięta Thomas Robinson z Sacramento Kings. Absolwent uczelni Kansas zderzył się z bardzo twardymi (defensywa Bulls) realiami NBA i z pokorą musiał przyjąć niecelne rzuty (w tym jeden nieudany wsad), straty i bloki, a przede wszystkim porażkę swojego zespołu. Jak to dobrze określił komentujący to spotkanie Stacey King- „It’s a big boy basketball!”.
Miejmy nadzieję, że w myśl mądrości ludowej „pierwsze koty za płoty”, pierwszoroczniacy, których debiuty nie zachwyciły, pokonają tremę i zaprezentują już wkrótce pełnie swoich możliwości- bądź co bądź to ponoć jeden z  najsilniejszy naborów do ligi w historii.

Dzisiaj natomiast, wyjątkowo jak na NBA, zobaczymy tylko jeden mecz- powtórkę z Finałów Konferencji Zachodniej, San Antonio Spurs grających przeciwko Oklahoma City Thunder. Poza oczywistymi względami (starcie na szczycie, pojedynek Tony Parker-Russell Westbrook czy niezawodni Kevin Durant i Tim Duncan) warto będzie zwrócić uwagę na debiutantów- po stronie Thunder będzie dwóch wartych szczególnej uwagi- Jeremy Lamb (pozyskany kilka dni temu za Jamesa Hardena w wymianie z Houston Rockets) i Percy Jones III, który wg. wielu ekspertów może stanowić istotną rolę w rotacji podkoszowej Oklahomy. Czy zabłysną, jak Davis i Lillard, czy zderzą się z brutalnymi realiami NBA(jak Rivers i Robinson), dowiemy się już o 2:30!

Należy dodać, że drugie z planowanych na dzisiaj spotkań, czyli derby Nowego Jorku, zostało przełożone na 26 listopada. Powodem tego było przejście nad wschodnim wybrzeżem USA huraganu Sandy, który spowodował ogromne zniszczenia na terenie m.in miasta Nowy Jork.
Jak zwykle w takich sytuacjach, do pomocy ofiarom tego straszliwego kataklizmu włączyła się, wspólnie z amerykańskim Czerwonym Krzyżem, organizacja charytatywna NBA Cares!

Reklamy