5 lat temu. Lipiec 2007 roku. Do Boston Celtics, którzy ówcześnie nie mieli nic wspólnego z legendarnymi ekipami prowadzonymi przez Billa Russella czy Larry’ego Birda, dołączyli Kevin Garnett i Ray Allen. Razem z Paulem Piercem, będącym Celtem od draftu 1998, stworzyli „Wielką Trójkę”, która bardzo szybko zapisały się w annałach NBA- w sezonie 2007/2008 wygrywając 66 z 82 meczy (o 42 więcej niż w rozgrywkach wcześniejszych) i doprowadzając najbardziej utytułowaną drużynę w historii ligi do zdobycia swojego 17. w historii mistrzostwa z… Los Angeles Lakers, swoim rywalem nr. 1, jeszcze wcześniej powstrzymując Cleveland Cavaliers i Lebrona Jamesa, którego ścieżki jeszcze wiele razy miały skrzyżować się z tymi Celtów.

Jednak kolejne sezony były dla nich mniej różowe (zielone?)- w sezonie 2008/2009 plany na obronę tytułu znacznie spadły wraz z kontuzją ówczesnego Obrońcy Roku, Kevina Garnetta- Celtowie zostali wyeliminowani przez Orlando Magic[JS-tym samym Marcin Gortrat został pierwszym Polakiem w Finałach NBA], którzy zajęli ich miejsce w Finale NBA (jednak nie sprawili większych trudności LA Lakers, przegrywając serię 4-1 i zapewniając Kobemu Bryantowi czwarty mistrzowski tytuł).

Rok później, Celtics wrócili do gry- mimo jako takiego sezonu regularnego (4. miejsce w Konferencji Wschodniej), poradzili sobie z Miami Heat [4-1] i Cleveland Cavaliers [4-2](być może ostatecznie wpływając na „Decyzję” Lebrona Jamesa) oraz Orlando Magic. W Finałach czekali już na nich starzy znajomi- Los Angeles Lakers, którzy ostatecznie zemścili się za Finały 2008 (i mecz 6. tamtej serii, w którym Lakersi zostali rozgromieni 39 punktami!). Może przemawia przeze mnie fakt, że w tamtej serii byłem za „Zielonymi”, ale gdyby nie kilka spornych gwizdków[JS- oraz nieobecność Kendricka Perkinsa spowodowana kontuzją pod koniec meczu nr 6], rywalizacja ta (bardzo zacięta- całe 7 meczy, walka do ostatnich minut, dobijający rzut Rona Artesta, który po zdobyciu mistrzostwa zbzikował kompletnie) mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej…

W playoffach 2010-2011 padli ofiarą Miami Heat- tworu, do którego sami się przyczynili (zarówno uprzykrzając życie Lebronowi Jamesowi w poprzednich latach, jak i przez samą koncepcję Wielkiej Trójki, której własną wersję stworzyli James, Dwyane Wade i Chris Bosh). LBJ w końcu miał swoje pięć minut chwały przeciwko Celtics, a podstarzałą ekipę Bostonu wielu skreśliło po porażce 4-1…

O jeden sezon za wcześnie, moi drodzy.

Przyznaję, nie spodziewałem się tego- owszem, z takimi wojownikami jak Kevin Garnett, Paul Pierce czy Rajon Rondo nigdy nie można powiedzieć definitywnie  „Nie”– jednak nie przypuszczałem, że Boston po raz kolejny zagości w Finałach Konferencji- tym bardziej po pierwszych dwóch meczach serii; zapowiadało się na powtórkę z roku poprzedniego i drugiej w historii „masakry” w Bostonie. Ku mojej uciesze Boston wygrał 2 kolejne mecze we własnej hali, wydzierając również mecz nr. 5 w American Airlines Arena (dzięki trójce Paula Pierce’a, na którym w kryzysowych momentach polegać można, jak na Zawiszy)- nawet „dobra robota, dobry wysiłek” Lebrona Jamesa i Dwyane’a Wade’a nie pomogły! Dopiero w kolejnym meczu, zagoniony pod ścianę LBJ pokazał, dlaczego jest trzykrotnym laureatem nagrody dla Najbardziej Wartościowego Zawodnika NBA- 45 punktów, 15 zbiórek i 5 asyst w druzgocącym zwycięstwie Miami 98-79.

Dla samego Bostonu, w takim składzie, to już (najprawdopodobniej) „ostatni taniec”- pomijając już to, że czas pędzi nieubłagalnie i kontuzje zbierają swoje żniwo, drużynę mogą opuścić Ray Allen i Kevin Garnett, a generalny menadżer Danny Ainge pewnie rozpocznie proces przebudowy drużyny wokół Rajona Rondo…

Obawiam się, że dzisiejszy mecz zdominowany zostanie przez jednego „zawodnika”- nie, nie będzie to wspominany już wielokrotnie James, tylko Joey Crawford– tym bardziej, że David Stern na pewno marzy już o rywalizacji Lebron vs. Kevin Durant w Finałach NBA.

Dlatego tutaj, na WNB, nie znajdziecie dzisiaj czegoś, co nazywa się „obiektywizmem dziennikarskim”- od 2:30 w nocy, serca naszych blogerów bić będą na zielono.

JS – Ja też podkreślę swoją dziennikarską rzetelność oraz obiektywizm… GO CELTICS !!!

Advertisements