Archive for Czerwiec, 2012


Dzisiejszej nocy odbył się w NBA nabór nowych zawodników, jacy będą mogli od przyszłego sezonu dołączyć do Ligi. Niestety, mimo zgłoszenia do draftu aż czterech Polaków: Olek Czyż, Jakub Parzeński(aczkolwiek ten kandydat zrezygnował z akcesu w drafcie po wcześniejszym zgłoszeniu się), Jakub Serafin i Kobe Banaś, żaden z nich nie został ostatecznie wybrany…

Jak wygląda nabór do NBA: 30 drużyn wybiera spośród zgłoszonych kandydatów (warunki: skończone 19 lat, przynajmniej rok kariery akademickiej w przypadku graczy amerykańskich [wyjątkiem jest tutaj Brandon Jennings, który po szkole średniej przez rok grał zawodowo w Lottomatice Roma]) 60 szczęśliwców (2 rundy po 30 zawodników), jacy mają szansę zagrania w NBA, jednak nie oznacza to, że tak będzie- drużyny mogą nie chcieć podpisać kontraktu z danym zawodnikiem, lub zawodnik sam może zdecydować się, np. pozostać w Europie(jak Ricky Rubio, który po wybraniu z 5 numerem Draftu w 2009 przez 2 lata grał w rodzinnej Katalonii). Należałoby też zaznaczyć, że nawet Ci, którzy nie zostają wybrani w drafcie, mają szansę na zaistnienie w NBA- fenomen Jeremy’ego Lina czy przypadek Wesleya Matthewsa (który po swoim debiutanckim sezonie w Utah Jazz podpisał z Portland Trail Blazers bardziej lukratywny kontrakt niż ten, na jaki mógłby sobie pozwolić, gdyby został wybrany w drafcie!) potwierdzają to, więc Kuba- jest dla Nas jeszcze szansa!

Zatem, folks, szybkie i podsumowanie tegorocznego draftu:

Zaskoczenia nie było- Anthony Davis, najlepszy gracz i mistrz NCAAB, został wybrany z pierwszym numerem w drafcie przez New Orleans Hornets. Świetny obrońca, jednak musi popracować nad wachlarzem swoich umiejęstności ofensywnych, których nie brakuje kolejnemu wyborowi „Szerszeni”- Austinowi Riversowi (#10 pick). Syn trenera Boston Celtics jeszcze nie tak dawno temu był typowany, by zostać wybrany z numerem pierwszym, jednak przez ostatni rok stracił trochę w oczach skautów i ostatecznie dane mu było trafić do Luizjany, gdzie powinien zostać solidnym zmiennikiem dla Erica Gordona (jeżeli ten nie odejdzie w lecie do innego klubu). Po roku przerwy, Hornets wracają do playoffów.

Z numerem drugim, do Charlotte Bobcats, wybrany został Michael Kidd-Gilchrist, do niedawna kolega Davisa z mistrzowskich Kentucky Wildcats. Powinien zapewnić solidne wsparcie w defensywie dla ekipy, która w minionym właśnie sezonie zdobyła niezbyt chlubne miano najgorszej drużyny w historii.

Z numerem 3 do Washington Wizards poszedł Bradley Beal, rzucający obrońca, jakiego chciałoby mieć u siebie większość menadżerów NBA. Były koszykarz Florida Gators będzie tworzył dynamiczny i ciekawy duet z Johnem Wallem, jednak na razie nadal jest to zbyt mało, żeby drużyna ze stolicy USA zawojowała coś w Konferencji Wschodniej [JS- nie zapominaj o moim kuzynie, Kevinie Seraphin oraz ceskych basketballistach].

Również na gracza obwodowego zdecydowali się Cleveland Cavaliers, wybierając grającego jeszcze do niedawna dla Syracuse Orange Diona Waitersa (#4). Oprócz niego, do Kyriego Irvinga dołączy wybrany przez Dallas, przehandlowany następnie do drużyny z Ohio Tyler Zeller (#17).

Z numerem piątym Sacramento Kings wybrali Thomasa Robinsona, ulubieńca fanów Kansas Jayhawks i wicemistrza NCAA. Ciekawe jest, co teraz będzie się działo z ekipą „Króli”- mają trzech utalentowanych młodych graczy: T-Rob, Demarcus Cousins i Tyreke Evans, jednak między tymi dwoma ostatnimi pojawiały się już zgrzyty, i być może włodarze klubu z Sacramento zdecydują się rozstać z jednym z nich.

Inne ciekawe wybory:

– Z numerem 21 Boston Celtics wybrali Jared Sullingera. Jeszcze do niedawna typowany do Top10 draftu, ostatecznie gracz Ohio State trafił właśnie do Massachusetts, którym dodatkowa para rąk w „trumnie” przyda się zawsze [JS- który stracił przez swoje potencjalne problemy z plecami] .

– Oklahoma City Thunder z numerem 28 pozyskali Percy’ego Jonesa III. Stosując metodę „kopiuj/wklej”- do niedawna typowany jako jeden z najlepszych graczy w tej klasie draftu, został członkiem Grzmotów z Oklahomy. Mistrzów Konferencji Zachodniej. Kevina Duranta, Russella Westbrooka, Jamesa Hardena, Serge’a Ibaki. No i teraz jeszcze Jonesa, który (jeżeli rzekome problemy zdrowotne nie utrudnią mu kariery) pomoże Thunder w ich celu, którego w poprzednim sezonie byli tak blisko- mistrzostwa NBA.

Kolejność, z jaką wybierano kolejnych graczy w drafcie NBA 2012:

1. Anthony Davis, PF, (New Orleans Hornets)
2. Mike Kidd-Gilchrist, SF, (Charlotte Bobcats)
3. Bradley Beal, SG, (Washington Wizards)
4. Dion Waiters, SG, (Cleveland Cavaliers)
5. Thomas Robinson, PF, (Sacramento Kings)
6. Damian Lillard, PG, (Portland Trail Blazers)
7. Harrison Barnes, SF, (Golden State Warriors)
8. Terrence Ross, SG, (Toronto Raptors)
9. Andre Drummond, C, (Detroit Pistons)
10. Austin Rivers, SG, (New Orleans Hornets)
11. Meyers Leonard, C, (Portland Trail Blazers)
12. Jeremy Lamb, SG, (Houston Rockets)
13. Kendall Marshall, PG, (Phoenix Suns)
14. John Henson, PF (Milwaukee Bucks)
15. Moe Harkless, SF,  (Philadelphia 76ers)
16. Royce White, SF, (Houston Rockets)
17. Tyler Zeller, C, (Cleveland Cavaliers od Dallas Mavericks)
18. Terrence Jones, PF, (Houston Rockets)
19. Andrew Nicholson, PF, (Orlando Magic)
20. Evan Fournier, SG, (Denver Nuggets)
21. Jared Sullinger, PF, (Boston Celtics)
22. Fab Melo, C, (Boston Celtics)
23. John Jenkins, SG, (Atlanta Hawks)
24. Jared Cunningham, SG, (Dallas Mavericks od Cleveland Cavaliers)
25. Tony Wroten Jr, PG, (Memphis Grizzlies)
26. Miles Plumlee, PG, (Indiana Pacers)
27. Arnett Moultrie, PF, (Philadelphia 76ers od Miami Heat)
28. Perry Jones III, PF, (Oklahoma City Thunder)
29. Marquis Teague, PG, (Chicago Bulls)
30. Festus Ezeli, C, (Golden State Warriors)

31. Jeff Taylor (Charlotte Bobcats)

32. Tomas Satoransky (Washington Wizards)
33. Bernard James (Dallas Mavericks od Cleveland Cavaliers)
34. Jae Crowder (Dallas Mavericks od Cleveland Cavaliers)
35. Draymond Green (Golden State Warriors)
36. Orlando Johnson (Indiana Pacers od Sacramento Kings)
37. Quincy Acy (Toronto Raptors)
38. Quincy Miller (Denver Nuggets)
39. Khris Middleton (Detroit Pistons)
40. Will Barton (Portland Trail Blazers)
41. Tyshawn Taylor (Brooklyn Nets od Portland Trail Blazers)
42. Doron Lamb (Milwaukee Bucks)
43. Mike Scott (Atlanta Hawks)
44. Kim English (Detroit Pistons)
45. Justin Hamilton (Miami Heat od Philadelphia 76ers)
46. Darius Miller (New Orleans Hornets)
47. Kevin Murphy (Utah Jazz)
48. Kostas Papanikolau (New York Knicks)
49. Kyle O’Quinn (Orlando Magic)
50. Izzet Turkyilmaz (Denver Nuggets)
51. Kris Joseph (Boston Celtics)
52. Ognjen Kuzmic (Golden State Warriors)
53. Furkan Aldemir (Los Angeles Clippers)
54. Tornike Szengelija (Brooklyn Nets od Philadelphia 76ers)
55. Dave Johnson-Odom (Los Angeles Lakers od Dallas Mavericks)
56. Tomislav Zubcic (Toronto Raptors)
57. Ilken Karaman (Brooklyn Nets)
58. Robbie Hummel (Minnesota Timberwolves)
59. Marcus Denmon (San Antonio Spurs)
60. Robert Sacre (Los Angeles Lakers)

Reklamy

W dzisiejszym trash-talku będzie trochę o dzikich imprezach z udziałem koszykarzy. Na wstępie muszę Was wszystkich zasmucić: nie wspomnę ani słowem o własnych, szalonych przygodach i niezapomnianych imprezach- o nich i o wielu innych ciekawych rzeczach przeczytacie w mojej biografii, napisanej przez znanego wam ghost writera, potem na jej podstawie powstanie film!

Ostatnim czasem koszykarskim i raperskim światem wstrząsnął incydent, który miał miejsce w nowojorskim nocnym klubie WIP (nazwa VIP była już najwidoczniej zajęta). Otóż tego wieczoru przy jednym barze spotkali się: koszykarz San Antonio Spurs- Tony Parker, raper Drake oraz piosenkarz R’n’B Chris Brown. Według wiarygodnych źródeł muzycy chcieli zaimponować Parkerowi i pokazać, że tak jak on potrafi wyczyniać cuda z piłką tak oni potrafią robić podobne rzeczy z butelkami. Niestety w pewnej chwili Drake wziął w ręce aż dwie butelki i tradycyjnie krzyknął „łap”,  jednakże pozostali uczestnicy zabawy byli zdezorientowani faktem pojawienia się drugiej butelki w zabawie. Tym samym żaden z nich nie złapał rzuconych przez Kanadyjczyka butelek, czego skutkiem była rozcięta broda Chrisa Browna i rozbite oko Tonyego Parkera i jego prawdopodobna absencja na Igrzyskach Olimpijskich. Nie wiedzieć czemu, Tony Parker chce pozwać do sądu klub WIP i żąda od nich 20 mln $ tytułem odszkodowania (czy żądanie TP#9 jest zasadne? Sami rozwiążcie ten kazus) .

Teraz przedstawię sprawę z 2009 roku- Andrew Bynum z Los Angeles Lakers był po kolejnej kontuzji kolana i wielu fanów LAL obawiało się, że zakończy ona jego karierę. Jednakże center zastosował nietypową metodę rehabilitacji, mianowicie udał się on na imprezę i to nie byle jaką imprezę, tylko na przyjęcie w norze króliczków(czyt. Playboy Mansion). Tam pod okiem najlepszych rehabilitantek Bynum nie tylko odzyskał pełnie formy, ale co najważniejsze świetnie się bawił!

P.S. Tak się bawią gwiazdy NBA – 15 najlepszych plakatów !

W piątkową noc zakończył się 66 sezon NBA, pomimo tego, że był on skrócony przez lock- out to kibice nie mogą na niego narzekać ponieważ w czasie jego trwania doświadczyli oni wielu wspaniałych emocji. Należy podkreślić, że mistrzami NBA zostali Miami Heat i w tym właśnie momencie zakończyła się era żartów z bezpierścieniowego LeBrona Jamesa.

Jako kibic-student chciałbym porównać sezon NBA z trwającym równolegle z nim rokiem akademickim.

Początek sezonu/ Semestr zimowy:

Niektórzy z zawodników dopiero co zaczynają swoją przygodę z NBA/studiami i jeszcze nie otrząsnęli się po drafcie/rekrutacji, pozostali natomiast wracają pewnie na stare śmieci. Początkowo wszyscy bardzo powoli wdrażamy się w system gry/program zajęć, poznajemy oczekiwania sztabu szkoleniowego/profesorskie wymagania oraz zapoznajemy się z nowoprzybyłymi członkami zespołu czy to Rookies czy też z nowo zakontraktowanymi/studenckie integracje. Potem gdy ochłoniemy i przyzwyczaimy się do rytmu gry, wszystko idzie nam znacznie lepiej i  jesteśmy w optymalnej formie/imprezujemy😀 … ale niestety mniej więcej w środku sezonu przychodzi moment załamania i spadku formy/sesja zimowa. Na szczęście dzięki wzmożonym treningom/nauce oraz zbalansowanej diecie/kawie itp. wytrzymujemy ten trudny okres i znowu wracamy do pełni formy/zdajemy sesję zimową. Niestety, nie wszystkim się to udaję, niektórych zawodników czeka trade/wykreślenie z listy studentów, a innych transfer do zagranicznej ligi/Erasmus 😀 (chociaż ci drudzy nie mają prawa narzekać) !

Po trade deadline/ Semestr letni :

Pod koniec drugiej połowy sezonu włączamy piąty bieg i walczymy o miejsce w Playoffach/zaliczenia ćwiczeń. Mniej więcej od maja rywalizujemy już na poważnie/egzaminy zerowei mamy przed sobą tylko jeden cel- Wielki Finał/sesją letnią.Gdy już uda nam sie dotrzeć do Finału marzymy tylko o jednym i wkładamy w to całe nasze serce, zdrowie i umiejętności- jest to Mistrzostwo/zdana sesja=3 miesiące wakacji.
Nie odłącznym i jednym z najsmutniejszych elementów sportu są kontuzje/oblane egzaminy, jednak i dla tych biednych, połamanych zawodników istnieje nadzieja na powrót do gry w przyszłości, a jest nią ciężka praca podczas rehabilitacji/kampania wrześniowa.
Natomiast jak to na wielkich wygranych przystało, oblewają oni hucznie swoje zwycięstwo i mają chwilę na zasłużony odpoczynek np.: pod palmami na prywatnej wyspie/to samo tylko bez palm 😛 ! Mimo wszystko prawdziwym zawodnikom NBA bardzo szybko brzydną wakacje i zaczynają oni myśleć o powrocie na parkiety NBA/haha . . .

Co piękne szybko się kończy i nie chodzi tutaj o wakacje lecz o całą sportową karierę/studencki żywot i pomimo chęci trzeba sobie powiedzieć „to już jest koniec” i zdecydować się na postawienie kropki nad „I”, czyli przejście na sportową emeryturę/obronę pracy magisterskiej . Są tacy zawodnicy którzy przez cały czas swojej gry w NBA/studiowania notowali wspaniałe statystyki/średnie ocen i zapisali się złotymi literami w historii koszykówki/uczelni. Zawodnikom tym życzymy powodzenia na nowej drodze życia 😉 !
Drodzy kibice koszykówki nie smućcie się, nasz ukochany sport nie kończy się na NBA. Przez wakacje możecie śledzić WNBA, sparingi polskiej reprezentacji mężczyn, eliminacje do EuroBasketu kobiecej reprezentacji oraz Igrzyska Olimpijskiej w Londynie (czy ktoś stanie na przeszkodzie USA). A przede wszystkim sami grajcie jak najwięcej w kosza czy to samemu poprawiając słabsze elementy gry czy ze swoimi znajomymi.
Życzę Wam udanych koszykarskich i nie tylko wakacji oraz do szybkiego zobaczenia w październiku 🙂 !

P.S. Co do dzisiejszego egzaminu z „wprowadzenia do kultury audiowizualnej” to mam nadzieję, że nie wykazałem się na nim skutecznością, podobną do tej z ostatniego meczu w Playoffs Carlosa Boozera – 1/11  !

FINAŁY- ZACZYNAMY!

Tym razem przygotowaliśmy dla naszych czytelników niespodziankę, niczym promocję w supermarkecie- 2 w 1. Dwie bardzo ciekawe analizy nadchodzących Finałów NBA, pióra Andrzeja M. Banasia i Jakuba Serafin. Nasza oferta jest niepowtarzalna raz ze względu na wagę wydarzenia, o którym piszemy, a dwa że taka forma współpracy zdarza nam się bardzo, ale to bardzo rzadko (kto nas śledził na bieżąco przez te 3 miesiące  i 55 wpisów najlepiej o tym wie). Przyjemnej lektury i udanych Finałów NBA !

[AMB]

Na co komu Euro 2012, jak właśnie dzisiejszej nocy o 3:00 rozpoczynają się Finały NBA?

Gdybym miał więcej czasu, zacząłbym kolejny, przydługi wpis, opisujący drogę obu ekip do Finałów- ale a) mam jutro kolokwium, b) i tak nikt by tego nie przeczytał, [JS- bez przesady 😉 mamy wiernych czytelników, a tacy są najlepsi] c) specjalnym zaskoczeniem Ci finaliści nie są- większym szokiem byłoby starcie tych drużyn, które jako ostatnie odpadły z rywalizacji i przed tym sezonem raczej nikt nie dawał im szans na zajście tak daleko (Boston Celtics i San Antonio Spurs). Poza tym Finał Starej Gwardii byłby nie lada widowiskiem (statystyczny John Doe mógłby się nie zgodzić, ale jeżeli on uważa Spurs z Tonym Parkerem i Manu Ginobilim za nudną drużynę, to jemu już nic nie pomoże).

Bez zbędnych ceregieli, kibicuję Thunder i wierzę, że oni wygrają- mają po prostu więcej talentu- drużyna nie kończy się na Kevinie Durancie i Russellu Westbrooku: mają świetnych defensorów Kendricka Perkinsa, Serge’a Ibakę, Thabo Sefoloshę, „walczaka” i ulubieńca publiczności (pamiętajcego jeszcze czasy Seattle Supersonics) Nicka Collisona; James Harden w pojedynkę jest jakieś szacunkowo 182736 razy lepszy od tych graczy, którzy grzeją ławę w Miami…

Niemniej jednak istnieje nie jedno, ale dwa „ale”- Lebron James i Dwyane Wade… Jeśli tej dwójce uda się wejść na najwyższe obroty, dostaną solidne wsparcie od Chrisa Bosha (który w ostatnim meczu, przeciwko Celtics, odkrył w sobie strzelca dystansowego) i reszta drużyny nie będzie wchodzić w drogę… Coż, nie przez przypadek Miami doszło do Finału drugi raz z rzędu, więc nie będzie zaskoczeniem, jeżeli wyjdą z tego pojedynku zwycięsko- jak wygrają trudno, będę cieszył się za Shane’a Battiera/Battle–  przez swoją ponad-dziesięcioletnią karierę nie miał jeszcze okazji nawet zagrać w Finałach, więc po stronie Miami, trzymam kciuki za tego byłego gracza Houston Rockets!

Ech, wyszło dluższe, niż planowałem… a jutro (technicznie to już dziś) oblewam kolokwium! Yay! Jeszcze bym się rozpisywał, że oprócz walki świetnych zespołów (załóżmy, że Miami Heat to zespół) będzie to starcie dwóch różnych koncepcji budowy drużyn (przez mądre decyzję, dużo szczęścia i kupę włożonego czasu i wysiłku -OKC, po szybkie podpisanie 3 gwiazdorów i rozpętanie medialnej burzy wokół zespołu- Miami), ale czas pędzi nieubłaganie, dlatego teraz kierujemy się nad Staw Płaszowski, gdzie z relacją czeka już na nas Jakub Serafin!

[JS]

Stało się, nadszedł czas na który czekali wszyscy kibice koszykówki. Już za niecałe 4 godziny do decydującego pojedynku o największe laury staną: zwycięzcy Konferencji Wschodniej Miami Heat oraz zwycięzcy Konferencji Zachodniej Oklahoma City Thunder. Każda z tych drużyn ma przed sobą tylko jeden cel- ZWYCIĘSTWO !  Jak to w sporcie bywać zwyciezca może być tylko jeden, tylko on zostanie zapamiętany i zapisany na kartach historii. Przegranego pokryje kurz zapomnienia (nie licząc hejterskich memów- LBJ nie masz pierścienia 😛).
Jak przedstawiają się szanse obydwóch ekip na wygranie Finałów i co może okazać się decydującym kluczem do odniesienia zwycięstwa, postaram się przedstawić niżej.
Czy ktoś pamięta to zdjęcie 😉 ?! Let’s GO AMERYKANKI CISOWIANKA 😀

MIAMI HEAT :

1) Lebron James- wiadomo LBJ nie jest już samotnym Kawalerzystą, ale mimo wszystko bardzo dużo będzie zależało od jego postawy i dyspozycji na parkiecie. Może się okazać, że D. Wade i Bosh nie wspominając o innych (ciekawe dlaczego) nie będą w stanie przejąć odpowiedzialności za losy poszczególnych spotkań, wtedy to ciężar gry na swoje barki będzie musiał wziąć właśnie MVP sezonu regularnego. Na pewno czekają nas bardzo ciekawe pojedynki strzeleckie James-Durant, panowie będą starali sobie udowodnić, który z nich jest lepszy i bardziej zasługuje na tytuł. Pytaniem jest to jak na Jamesa wpłynie taka presja czy jest już gotowy aby sprostać postawionemu sobie celowi (w NBA cel jest tylko jeden !) ?!
2) Poniekąd wspomniałem o tym wyżej, a mianowicie czy LBJ będzie miał odpowiednie wsparcie od dwóch pozostałych członków „Wielkiej Trójki” ? Chris Bosh powrócił  w meczu nr 5 zwycięskiej serii w Bostonie i pokazał jak dużą różnicę potrafi zrobić przebywając na parkiecie. Wade natomiast będzie musiał udzielić wsparcia Jamesowi w zdobywaniu punktów oraz rozbijaniu ataków Thunder (kontrataki zabójcza broń Heat w serii ?!) .
3) Czy któryś z rezerwowych Heat może stać się x-factorem, który niespodziewanie przeważy szale zwycięstwa ? Udonis Haslem walczący na deskach albo Shane Battier powstrzymujący Duranta ?!
4) Wydaję mi się, że tegoroczny wynik może zadecydować o tym czy w składzie Miami Heat pozostanie „Wielka Trójka” oraz jej trener, a taka wizja przyszłości może być motywująca dla zawodników z South Beach…

OKLAHOMA CITY THUNDER :

1) Podobnie jak Miami, również Thunder mają swojego oczywistego lidera, którym jest Kevin Durant („król strzelców” 3 ostatnich sezonów). To na nim przede wszystkim będzie spoczywać obowiązek zdobywania punktów bądź też pochłania uwagi obrońców przez co jego koledzy będą mieć więcej miejsca w ataku. Także od strony defensywnej kibiców czeka nie lada gratka, ponieważ pojedynki KD- LBJ będą z pewnością najciekawszą z bezpośrednich rywalizacji na parkiecie.
2) Big Mans Thunder, czyli Serge Ibaka oraz Kendrick Perkins- bardzo dużo zależy od tego czy uda im się zamknąć wejście pod kosz zawodnikom Heat i zacieśnić pole trzech sekund. Jak to mówią klasycy- punkty wygrywają mecz, a obrona wygrywa mistrzostwo.
3) Brodacz James Harden pokazał, że często od jego dobrej postawy zależy sukces całej ekipy. Harden uwielbia grać po zasłonach, a ten element nie jest najmocniejszą stroną obrony Miami. Poza tym kto chciałby się przepychać w obronie z szorstkim brodaczem.
4) Pisząc o OKC nie można zapomnieć o drugim liderze zespołu oraz twarzy naszego bloga Russellu „Why Not” Westbrooku, który będzie kreował akcje dla Duranta oraz w odpowiednich monetach sam będzie zdobywał punkty. Interesująco wyglądać będzie gra w obronie Thabo Sefolosha, który będzie odpowiedzialny za krycie Wade, a kto wie może Szwajcar znowu płyśnie po drugiej stronie parkietu i zdobędzie więcej niż  5 pkt (19 pkt w meczu nr 3 z San Antonio).

Mój typ:
Seria będzie arcyciekawa, zapewne jej rozstrzygnięcie nie nastąpi zbyt szybko, liczę, że czeka nas 7* wielkich bitew zakończonych zwycięstwem Oklahoma City Thunder (OKC 4-3 MIA) !
* Zapraszam na 7 mecz ;), w przerwach reklamowych będziemy powtarzać na egzaminy 😉 !

[AMB]

A jak Wy typujecie, drodzy czytelnicy i czytelniczki? Wypowiedzcie się w ankiecie poniżej!

To już jest koniec?

5 lat temu. Lipiec 2007 roku. Do Boston Celtics, którzy ówcześnie nie mieli nic wspólnego z legendarnymi ekipami prowadzonymi przez Billa Russella czy Larry’ego Birda, dołączyli Kevin Garnett i Ray Allen. Razem z Paulem Piercem, będącym Celtem od draftu 1998, stworzyli „Wielką Trójkę”, która bardzo szybko zapisały się w annałach NBA- w sezonie 2007/2008 wygrywając 66 z 82 meczy (o 42 więcej niż w rozgrywkach wcześniejszych) i doprowadzając najbardziej utytułowaną drużynę w historii ligi do zdobycia swojego 17. w historii mistrzostwa z… Los Angeles Lakers, swoim rywalem nr. 1, jeszcze wcześniej powstrzymując Cleveland Cavaliers i Lebrona Jamesa, którego ścieżki jeszcze wiele razy miały skrzyżować się z tymi Celtów.

Jednak kolejne sezony były dla nich mniej różowe (zielone?)- w sezonie 2008/2009 plany na obronę tytułu znacznie spadły wraz z kontuzją ówczesnego Obrońcy Roku, Kevina Garnetta- Celtowie zostali wyeliminowani przez Orlando Magic[JS-tym samym Marcin Gortrat został pierwszym Polakiem w Finałach NBA], którzy zajęli ich miejsce w Finale NBA (jednak nie sprawili większych trudności LA Lakers, przegrywając serię 4-1 i zapewniając Kobemu Bryantowi czwarty mistrzowski tytuł).

Rok później, Celtics wrócili do gry- mimo jako takiego sezonu regularnego (4. miejsce w Konferencji Wschodniej), poradzili sobie z Miami Heat [4-1] i Cleveland Cavaliers [4-2](być może ostatecznie wpływając na „Decyzję” Lebrona Jamesa) oraz Orlando Magic. W Finałach czekali już na nich starzy znajomi- Los Angeles Lakers, którzy ostatecznie zemścili się za Finały 2008 (i mecz 6. tamtej serii, w którym Lakersi zostali rozgromieni 39 punktami!). Może przemawia przeze mnie fakt, że w tamtej serii byłem za „Zielonymi”, ale gdyby nie kilka spornych gwizdków[JS- oraz nieobecność Kendricka Perkinsa spowodowana kontuzją pod koniec meczu nr 6], rywalizacja ta (bardzo zacięta- całe 7 meczy, walka do ostatnich minut, dobijający rzut Rona Artesta, który po zdobyciu mistrzostwa zbzikował kompletnie) mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej…

W playoffach 2010-2011 padli ofiarą Miami Heat- tworu, do którego sami się przyczynili (zarówno uprzykrzając życie Lebronowi Jamesowi w poprzednich latach, jak i przez samą koncepcję Wielkiej Trójki, której własną wersję stworzyli James, Dwyane Wade i Chris Bosh). LBJ w końcu miał swoje pięć minut chwały przeciwko Celtics, a podstarzałą ekipę Bostonu wielu skreśliło po porażce 4-1…

O jeden sezon za wcześnie, moi drodzy.

Przyznaję, nie spodziewałem się tego- owszem, z takimi wojownikami jak Kevin Garnett, Paul Pierce czy Rajon Rondo nigdy nie można powiedzieć definitywnie  „Nie”– jednak nie przypuszczałem, że Boston po raz kolejny zagości w Finałach Konferencji- tym bardziej po pierwszych dwóch meczach serii; zapowiadało się na powtórkę z roku poprzedniego i drugiej w historii „masakry” w Bostonie. Ku mojej uciesze Boston wygrał 2 kolejne mecze we własnej hali, wydzierając również mecz nr. 5 w American Airlines Arena (dzięki trójce Paula Pierce’a, na którym w kryzysowych momentach polegać można, jak na Zawiszy)- nawet „dobra robota, dobry wysiłek” Lebrona Jamesa i Dwyane’a Wade’a nie pomogły! Dopiero w kolejnym meczu, zagoniony pod ścianę LBJ pokazał, dlaczego jest trzykrotnym laureatem nagrody dla Najbardziej Wartościowego Zawodnika NBA- 45 punktów, 15 zbiórek i 5 asyst w druzgocącym zwycięstwie Miami 98-79.

Dla samego Bostonu, w takim składzie, to już (najprawdopodobniej) „ostatni taniec”- pomijając już to, że czas pędzi nieubłagalnie i kontuzje zbierają swoje żniwo, drużynę mogą opuścić Ray Allen i Kevin Garnett, a generalny menadżer Danny Ainge pewnie rozpocznie proces przebudowy drużyny wokół Rajona Rondo…

Obawiam się, że dzisiejszy mecz zdominowany zostanie przez jednego „zawodnika”- nie, nie będzie to wspominany już wielokrotnie James, tylko Joey Crawford– tym bardziej, że David Stern na pewno marzy już o rywalizacji Lebron vs. Kevin Durant w Finałach NBA.

Dlatego tutaj, na WNB, nie znajdziecie dzisiaj czegoś, co nazywa się „obiektywizmem dziennikarskim”- od 2:30 w nocy, serca naszych blogerów bić będą na zielono.

JS – Ja też podkreślę swoją dziennikarską rzetelność oraz obiektywizm… GO CELTICS !!!

NBA Trash-talk cz. XII

Oklahoma City Thunder słynie nie tylko ze świetnej drużyny, która ma szansę stać się najlepszą ekipą w lidze (być może już w tym sezonie, a z pewnością w następnych), ale również z lepszych i aktywniejszych kibiców w lidze. Dlatego nie dziwi mnie to, że wiele osób chciałoby mieć możliwość obejrzenia meczu OKC na żywo w ich hali.

Jak wiadomo dobrą promocją dla gwiazd show-biznesu jest na przykład pokazanie się na jakimś głośnym wydarzeniu medialnym, a takim na pewno jest mecz Finałów Konferencji NBA. Oczywiście również klubom NBA bardzo odpowiada taki rodzaj promocji, jednakże panuje bardzo prosta zasada- chcesz obejrzeć mecz, musisz mieć bilet (czasem dostaniesz go od klubu, a czasem Twój menadżer musi się o niego postarać).
O tej prostej zasadzie najwidoczniej zapomniał amerykański raper o aksamitnym głosie- Lil Wayne. Próbował on obejrzeć mecz nr 3 pomiędzy Thunder a San Antonio Spurs, zajmując miejsce w prestiżowym pierwszym rzędzie, jednak został on grzecznie wyproszony z hali, ponieważ… nie miał biletu na ten mecz. Oczywiście raper bardzo szybko zareagował na tą sytuację i przy pomocy twittera poinformował świat, jaka wielka niesprawiedliwość go spotkała.

Na końcu swojego wpisu, wielce obrażony Lil Wayne, stwierdził, że ma w nosie OKC i kibicuje od teraz San Antonio Spurs. Drogi raperze: nie martw się na pewno ktoś Cię zaprosi na jakiś mecz NBA, na przykład tacy Charlotte Bobcats, którzy szukają gwiazd nie tylko do swojej drużyny, ale również na swoje trybuny.

A masz, to za to co napisałeś o Kid Cudi 😛 !

%d blogerów lubi to: