Bardzo długo zastanawiałem się czy poruszyć ten temat, prawdę mówiąc chciałem być od niego jak najdalej w szczególności myślami. Ale jak widać nie udało mi się to i w kolejnym artykule napiszę o problemie kontuzji w sporcie, a przede wszystkim koszykówce.

W historii NBA było wielu zawodników, których spotkały ciężkie kontuzje, przez które m.in.:

-nie zdążyli nawet pokazać w pełni swoich umiejętności (np.: Grega Odona-być może kiedyś w końcu wyzdrowieje i pokaże dlaczego był #1 w Drafcie 2007),

-ich dopiero co rozwijające się kariery zostały brutalnie przerwane (np.: Brandon Roy, walczył do końca, ale pod koniec był to już walka z wiatrakami) ,

-nie mogli oni udowodnić swojej klasy przy końcu swojej sportowej drogi (np.: Michael Redd- na szczęście jest już zdrowy i gra, w miarę swoich możliwości dla Phoenix Suns, jednak wątpie czy osiągnie sukcesy jakie mu wróżono).
Oczywiście nie zamierzam analizować „historii choroby” każdego z pacjentów-koszykarzy(spostrzegawczy zauważą, że tych 3 graczy łączą kontuzje kolan), skupię się raczej na tym co oznacza dla sportowca-koszykarza kontuzja.

Uważam, że większość grający w koszykówkę osób- amatorsko lub profesjonalnie, na pytanie „Dlaczego to robisz?”, odpowiedziałoby: „Ponieważ to moja pasja, a wręcz miłość!”. Żeby przybliżyć problem sportowych urazów podam dwa wzięte z życia przykłady. Każdy z nas pewnie wie jak bardzo boli nieszczęśliwa miłość lub stłuczka ulubionego samochodu, teoretycznie można się znowu zakochać lub kupić nowy przedmiot kultu ( w tym przypadku: czerwone Ferrari 🙂 ). Niestety w przypadku kontuzji powrót do stanu poprzedniego nie jest już taki łatwy.
Jeżeli komuś przytrafił się ciężki uraz, który wymaga długiego leczenia, należy przypuszczać, że nawet jeśliby wrócił do sprawności fizycznej to jego ciało nigdy już nie będzie funkcjonować tak jak kiedyś. Bardzo często mogą się przytrafiać nawrotu wcześniejszej dysfunkcji, a także może dochodzić do urazów innych części ciała, które zostały np.: przeciążone podczas procesu rekonwalescencji i rehabilitacji.  Dlatego zawodnicy, którym udało się powrócić do zdrowia powinni dokładniej „wsłuchiwać się” w swój organizm i odpowiednio wcześnie reagować na alarmujące sygnały. W tym momencie często dochodzi do podjęcia bardzo trudnej decyzji, mianowicie trzeba postawić na szali, z jednej strony: swoje zdrowie patrząc z perspektywy przyszłości (w szczególności wieku starczego), a  z drugiej: swoje ambicje i wspomniane wcześniej pasję i miłość. W tej chwili bardzo ważna może okazać się pomoc ze strony rodziny, lekarzy drużyny, a nawet kibiców. Osoby te mogą skutecznie wywierać na wpływ na decyzję, którą ostatecznie podejmie zawodnik („Nie zawiodę ich, będę grał dalej i wygrywał!” lub „Nie będę sprawiał swoim bliskim przykrości, odejdę!”). Nie zależnie od tego, jaka decyzja zostanie podjęta, zawodnik ten zawsze będzie odczuwał związane z nią negatywne emocje: „Nie mam już żadnego celu w życiu…” albo „Mogłem sobie odpuścić, a tak chodzę dzisiaj o kuli/kulach”. Kiedy robiło się coś z oddaniem przez większość życia i sprawiało to komuś ogromną frajdę, bardzo ciężkie będzie znalezienie sobie nowej pasji, której można by się było poświęcić choćby w połowie  tak jak koszykówce. Momentami osobę taką może brać obrzydzenie na samą myśl o koszykówce, jednak od prawdziwej miłości się nie ucieknie i swoją pasję będzie się realizować w dalszym ciągu, jednak tym razem bardziej pasywnie: czy to na trybunach lub TV, czy też jako trener.
Jak widać  jest to bardzo złożony problem, odważę się stwierdzić, że w przypadku kontuzji cierpi nie tylko ciało zawodnika, ale również, jeżeli nie przede wszystkim jego dusza. Dlatego bardzo ważne jest udzielanie wsparcia osobie, która przechodzi przez ten trudny okres sportowego życia.

Na sam koniec, życzę wszystkim zdrowia i dobrej zabawy w czasie grania w  koszykówkę i nie tylko. A jeżeli, niestety, trafi się wam jakiś choćby najmniejszy uraz to nie zgrywajcie bohaterów tylko usiądźcie na ławce i odpocznijcie. Bądźcie silni i niezniszczalni niczym super bohaterowie komiksów Marvela !!!

Advertisements