Miami Heat przegrali drugi mecz z rzędu więcej niż 10 punktami różnicy- o ile porażkę z faworytami do tytułu (pod warunkiem, że nie natrafią na San Antonio Spurs w playoffach) Oklahoma City Thunder można zrozumieć, o tyle ta z Indianą Pacers na pewno spędzi sen z powiek trenera Erica Spoelstry.

Chicago Bulls przegrali mecz. W KOŃCU! To już stawało się nudne, jak mimo straty kluczowych graczy (w tym supergwiazdy Derricka Rose’a) najlepsza drużyna ligi ciągle wygrywała spotkanie za spotkaniem- tym bardziej cieszy to, jeżeli jeden ze współautorów bloga jest fanbojem Byków i co chwila zasypuje bloga mniej lub bardziej nachalnymi promocjami ekipy z Illinois(JS, Haters gonna hate ! To właśnie świadczy o sile zespoły, że potrafi wygrywać i to seriami grając bez swoich liderów).

Z cyklu NBA Cares: Memphis Grizzlies niedawno odwiedzili szpital dziecięcy Św. Judy (JS, ciekawe co na to Kevin Garnett), w którym… wzięli udział w piciu herbatki (lepszego tłumaczenia „tea party” wymyślić nie mogłem). Szkoda pisać, lepiej obejrzeć zdjęcia:

I jeszcze człowiek, który w Polsce nie wytrzymałby psychicznie podstawówki-Rudy Gay:

Teraz temat, który do NBA wraca co jakiś czas, a mianowicie reklamy na koszulkach. Mam nadzieję, że David Stern nie będzie tak łasy na pieniądze [tym razem-PB] i ligowe „jerseye” nie zostaną oszpecone logami Taco Belli czy T-Mobile’ów…

Millwaukee Bucks przegrali 2. mecz z rzędu, a ich duet Monta Ellis-Brandon Jennings zdobył łącznie 19 punktów (8 celnych rzutów na 36 oddanych), tracąc piłkę 9 razy. W związku z lepszą dyspozycją New York Knicks po zatrudnieniu Mike’a Woodsona( to właśnie z nimi przegrały dziś „Kozły”) drużyna ze stanu Wisconsin będzie musiała naprawdę się napocić, jeśli chcą jeszcze awansować do playoffs…

Nie piszemy tu dużo o Detroit Pistons- poza Gregiem Monroem i Rodney Stuckeyem nie za bardzo jest o czym. Jednak dziś w nocy mistrzowie NBA z 2004 roku mieli swoją chwilę chwały- po heroicznych staraniach, m.in. debiutanta Brandona Knighta:

Tłokom udało się pokonać w starciu na szczycie Washington Wizards 79-77 (K. Seraphin zdobył 12 punktów, 5 zbiórek i blok), wszystko zasługa Pana Stuckeya:

Reklamy