Byciem trenerem nie jest najłatwiejszym zadaniem, często to właśnie ta jedna osoba musi ponosić odpowiedzialność przez zarządem i kibicami za wszelkie niepowodzenia. Trenerem jest się 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku, przez ten cały czas należy intensywnie myśleć co jeszcze można zrobić, aby uczynić swój zespół jeszcze lepszym albo w jaki sposób pokonać najbliższego przeciwnika. Trener musi być również niczym ojciec rodziny, to na nim spoczywa odpowiedzialność zbudowania z danej ekipy czegoś więcej niż 5 biegających „statystyk”. W czasie konfliktu pomiędzy gwiazdą organizacji, a trenerem wybór zarządu jest oczywisty- kozłem ofiarnym zostaje ten drugi.

W ostatnim czasie w NBA doszło do kilku roszad personalnych.

Najgłośniejszą i zarazem najbardziej oczekiwaną była rezygnacja z posady trenera zespołu New York Knicks, złożona 14 III 2012 roku przez Mike D’Antoni (twórca ultraofensywnej taktyki „seven seconds or less„‚). W czasie 4 niepełnych sezonów pracy z nowojorskim zespołem osiągnął on bilans 124 zwycięstw i 167 porażek. Włodarzy Knicks najbardziej jednak martwił bilans z obecnego sezonu (18-24). Wyniku tego nie dało się tłumaczyć jedynie brakiem defensywnych umiejętności najlepszych zawodników Knicks.
Ewidentnie trener nie potrafił w pełni wykorzystać potencjału, jaki mógł mu dać cały zespół. Nowojorczycy balansują pomiędzy 8 miejscem w Konferencji Wschodniej (dającym awans do fazy playoffs) a wcześniejszymi wakacjami. Również nie najlepsze relacje pomiędzy D’Antonim i Carmelo Anthonym miały spowodować decyzję trenera o rezygnacji z posady.
Tymczasowym trenerem został asystent dotychczasowego coacha, znany z ławki trenerskiej Atlanta Hawks, Mike Woodson (6 sezonów z Hawks, bilans 206-286).
Według bliżej nieokreślonych źródeł informacji, nowym trenerem miałby zostać legendarny Władca Pierścieni, Phil Jackson[11 tytułów mistrzowskich, najwięcej w historii- dop. PB]. Uważam, że byłoby to całkiem dobrym rozwiązaniem, ponieważ trener Jackson jako miłośnik filozofii Zen mógłby pomóc zawodnikom Knicks odkryć swoje prawdziwe JA (kto wie, może podczas medytacji Melo doznałby defensywnej Nirvany[w przypadku Carmelity to nie jest tyle kwestia braku umiejętności, co raczej lenistwa- przecież lepiej skupić się na zdobywaniu 30+ punktów na mecz i ewentualnie jakiś wsadzik zrobić niż przebierać stopami w obronie, prawda?-dop. PB]). Trener ten udowodnił, że potrafi świetnie współpracować z trudnymi w obyciu, lecz wielkimi zawodnikami tej ligi ( Dennis Rodman oraz Ron Artest AKA Metta World Peace). Dlatego nie zdziwmy się, jeżeli ofensywa trójkatów znów wróci do łask.

Kolejną zmianę na pozycji głównego szkoleniowca zafundował nam zespół ze stanu Oregon. 15 III 2012 roku, po 7 sezonach pracy w Portland Trail Blazers zarząd postanowił zwolnić trenera Nate’a McMillana (bilans 266-269).
McMillan podczas swojej pracy z Blazers stworzył bardzo dobrą ekipę, która pomimo licznych kontuzji jej liderów wciąż pozostawała w czołówce Konferencji Zachodniej. Niestety niezbyt dobra II część sezonu, wcześniejsze odejście z ligi Brandona Roya oraz kontuzja Grega Odena spowodowały decyzję klubu o rozpoczęciu procesu przebudowy zespołu. W związku z tym pożegnano się z McMillanem. Posadę tymczasowego trenera objął asystent ostatniego trenera, Kaleb Canales. Ten zaledwie 34 letnim trener zaliczył bardzo udany debiut, ponieważ w swoim pierwszym meczu pokonał na wyjeździe Chicago Bulls.

Z dobrych stron bycia trenerem w NBA należy wspomnieć wyczyn zeszłorocznego trenera roku. Szkoleniowiec Chicago Bulls Tom Thibodeau ustanowił nowy rekord ligi, prowadząc Bulls do setnej wygranej podczas swojego 130 meczu.
Dotychczasowy rekord należał do Averyego Johnsona, który swoją setkę osiągnął przy 131 spotkaniu, dlatego trenerowi Bulls należy się jeszcze większe uznanie. Bardzo dobra gra jego zespołu stawia go ponownie w roli głównego kandydata do odebrania nagrody dla najlepszego szkoleniowca NBA.

Jakub Serafin

Reklamy