15 marca, o godzinie 21 czasu polskiego, zamknęło się w NBA okienko transferowe. Jednak zanim to nastąpiło, część drużyn zdecydowała się na zmiany kadrowe- w porównaniu do poprzedniego sezonu, gdzie w analogicznym okresie barwy klubowe zmieniło parę znaczących postaci, tegoroczny trade deadline przebiegał raczej spokojnie, choć nie obyło się bez niespodzianek. Największą z nich zaserwował nam gwiazdor Orlando Magic Dwight Howard swoją bezprecedensową decyzją o zostaniu na Florydzie, jednak o tym dowiecie się  od kolegi Jakuba. W swojej części artykułu skupię się na tej lepszej części NBA- Konferencji Zachodniej.

Wbrew plotkom w La La Landzie odbyło się bez trzęsienia ziemi i Mitch Kupchak (generalny menadżer Los Angeles Lakers)nie zdecydował się na transfer Pau Gasola- i bardzo dobrze, gdyż Hiszpan nadal gra na najwyższym poziomie i wraz z Andrew Bynumem tworzy najlepszy podkoszowy tandem w lidze. Z kolei z klubem pożegnali się Jason Kapono, Luke Walton i Derek Fisher- o ile pozbycie się, bo bardziej adekwatnego słowa nie ma, tych dwóch pierwszych wyjdzie drużynie na dobre, to rozstanie z „Fishem” na pewno zabolało wielu kibiców- kapitan drużyny, druh gwiazdy LAL Kobego Bryanta już od początków ich karier(1996), autor wielu pamiętnych akcji(„0,4 sekundy” chociażby)- oddany do Houston Rockets razem z wyborem w pierwszej rundzie draftu 2012 za Jordana Hilla, któremu nigdy nie udało się spełnić pokładanych w nim nadziei. Na otarcie łez kibicom Jeziorowców pozostaje pozyskany z Cleveland Cavaliers(w zamian za Waltona, Kapono i inny wybór w nadchodzącym naborze) Ramon Sessions- rozgrywający w pełnym tego słowa znaczeniu, ktoś, kto będzie potrafił kreować graczy wysokich i ułatwi im zdobywanie punktów. Niestety(z punktu widzenia fana Lakers) nie udało się sprowadzić Michael Beasleya z Minnesota Timberwolves, który jako łowca punktów z ławki rezerwowych znacząco ułatwiłby Kobemu Bryantowi pogoń za szóstym tytułem mistrzowskim NBA.

Dość o Lakersach, jednak jeszcze nie opuszczamy samego Miasta Aniołów- ich rywale zza między, LA Clippers, również postanowili dokonać wzmocnień- cytując Jakuba: ”haha znowu Clippers górą”- Neil Oshley za stosunkowo niewielką cenę(Brian Cook, wybór w II rundzie draftu) ściągnął Nicka Younga z Washington Wizards w trójstronnej wymianie*. Nie wiem, być może przemawia przeze mnie mój wewnętrzny hater Clippers(3 months and counting!), ale nie podzielam opinii szacownego kolegii- 16,6 punktów na mecz pana Younga prezentuje się mniej imponująco, gdy weźmie się pod uwagę brak jakichkolwiek innych atutów, kiepską skuteczność oraz fatalne wyniki drużyny z D.C. Niemniej jednak LAC potrzebowali rzucającego obrońcy na zastępstwo dla kontuzjowanego Chaunceya Billupsa i znaleźli takowego w postaci Nicka Younga.

W przeciwieństwie do Los Angeles, w innej kalifornijskiej metropolii odnotowano silniejsze wstrząsy- włodarze mieszczącego się w Oakland Golden State Warriors oddali swojego lidera w zdobyczach punktowych i asystach(a także gracza stworzonego do youtube’owych highlightów), Montę Ellisa, wraz z Ekpe Udohem i Kwamem Brownem do Millwaukee Bucks, otrzymując w zamian Andrew Boguta i Stephena Jacksona(zaraz wymieniony na Richarda Jeffersona z San Antonio Spurs). W tym momencie trudno ocenić ten transfer- zdrowy Bogut to drugi najlepszy obrońca w lidze na pozycji środkowego i jeden z lepszych po drugiej stronie boiska, jednak właśnie „zdrowie” to słowo-klucz w przypadku Australijczyka- od startu przygody z NBA gracz ten często boryka się z kontuzjami (obecnie pauzuje ze względu na problemy z kostką), i nadzieje na powstanie świetnego podkoszowego duetu Bogut-David Lee mogą okazać się płonne…

Szlak prowadzi nas jeszcze dalej na północ, do Oregonu i drużyny Portland Trail Blazers. Jeśli ktoś planuje odwiedzić Miasto Róż, by obejrzeć niezłe widowisko spod znaku NBA, stanowczo mu odradzam(za wyjątkiem wizyt Miami Heat- od paru sezonów Lebron James swoje najlepsze mecze rozgrywa właśnie w hali Rose Garden). Drużyna jeszcze parę lat temu mająca mistrzowski potencjał, została mocno osłabiona przez kontuzje kluczowych graczy z gwiazdą Brandonem Royem na czele, który w wieku 27 lat(!) musiał zakończyć karierę. Dlatego decyzja zarządu klubowego, żeby rozstać się z cenionymi graczami(Gerald Wallace[do New Jersey Nets] i Marcus Camby[do Houston Rockets, drużyny która przyjmuje chyba każdego centra z otwartymi rękoma]) oraz uznanym trenerem Natem McMillanem(ofiarą rzekomego buntu pod przywództwem Raymonda Feltona i Jamala Crawforda), jest właściwą- dzięki wyborom w drafcie, zarówno tym otrzymanym od drużyn w wymianach, jak i ich własnym(drużyna, która nie awansuje do fazy playoffs ma szansę na wygranie w loterii draftu pierwszego picku, tzn. prawo wybrania najbardziej obiecującego gracza do swojego składu), w ciągu paru lat możliwe będzie zbudowanie czegoś konkretniejszego niż dotychczas wokół LaMarcusa Aldridge’a i Nicolasa Batuma- zdaje się jedynych zawodników, którzy nie są obecnie „do odstrzału” w Portland.

Skoro jesteśmy już przy Dywizji Północno-Zachodniej, nie wypada nie wspomnieć o tym, czego dokonali Denver Nuggets w ramach wcześniej wspomnianej trójstronnej wymiany*- do Kolorado przywędrował Javale McGee, a Washington Wizards otrzymali w zamian Nene. Z finansowego punktu widzenia był to strzał w dziesiątkę- pozbyli się niewygodnego kontraku Brazylijczyka(5 sezonów, 67mln $) i przejęli McGee, którego umowa(jakieś 2,5mln za sezon) wygasa po zakończeniu obecnych rozgrywek. Z koszykarskiego punktu widzenia- McGee jest młody, posiada niesamowity atletyzm i zasięg ramion, co czyni go świetnym zbierającym i blokującym wysokim. Niestety, w pakiecie z talentem Bozia zapomniała dać Javale’owi rozumku i swoimi głupimi decyzjami środkowy ten niejednokrotnie przyprawi trenera George’a Karla o zawrót głowy.

Dobra, to by było na tyle; jeśli czytasz te słowa, mam tylko jedno do napisania: łał(a może raczej nieśmiertelne Michałowiczowe „Ułaaa”), gratuluję i dziękuję za wytrwałość!

Advertisements